Powszechnie uważa się, że Walończycy eksplorowali Karkonosze począwszy od XII wieku gdy z inicjatywy mistrza górniczego Wawrzyńca Anioła powstają Kowary jako najstarsza miejscowość w regionie, ale … NIC Z TEGO NIE JEST PRAWDĄ! Nie ma żadnych Walończyków! Kowary nie istnieją w XII wieku, podobnie jak nigdy nie istniał żaden Wawrzyniec Anioł! Walończycy są znanym i bardzo ważnym komponentem krajobrazu historyczno-kulturowego Sudetów Zachodnich, zwłaszcza w Karkonoszach i Górach Izerskich. Historie i podania o nich kojarzą niemal wszyscy mieszkańcy i większość turystów odwiedzających te strony. Mamy Bractwo Walońskie, piwo Walońskie, Starą Chatę Walońską, Szlak Waloński, księgi walońskie, w górach Walońskie Kamienie (formacje skalne) czy tajemnicze znaki walońskie. To z Walonami wiążemy powszechnie rozpoznanie geologiczne oraz początki zorganizowanej eksploracji tych gór, początki górnictwa czy nawet początki całych miast i osad. W tym temacie jest jednak bardzo dużo niespójności, brakuje źródeł pisanych, niewiele wiemy na pewno. Znaczna część tego co uważamy za historię jest wymysłem, i nie ma żadnych potwierdzeń w faktach.  Zgłębiając te zagadnienie, wychodzi na to, że sami stworzyliśmy sobie ich historię – ze względu na brak źródeł zrekonstruowaliśmy ją po swojemu i podajemy ją dalej już od ponad pół wieku. Dziś w setkach miejsc, czy to w internecie czy w książkach, w licznych folderach, artykułach, publikacjach pojawiają się informacje, które mijają się z prawdą (lub naciągają historię), a jednak są podawane jako fakty. I chociaż wiele osób jest świadomych przeinaczeń i uogólnień, to niewiele to zmienia w kwestii postrzegania tego tematu. „Nasi” Walończycy nie pochodzili z Walonii i z Walonią nie mają wiele wspólnego. Podejrzewam, że rodowici Walonowie, gdyby się dowiedzieli co im przypisujemy, łapali by się za głowy. Zdaje się, że piszemy tutaj, pod Karkonoszami, zupełnie inną wersję historii. Długo zastanawiałem się, czy zająć się tym zagadnieniem, aż w końcu zdecydowałem się na podjęcie tej próby. Sam przekazywałem przez wiele lat nieprawdziwe informacje, ale przyszedł czas by powiedzieć stop, powiedzieć „sprawdzam” i spróbować tego dokonać. Zresztą ja nie jestem pierwszy, bo to zagadnienie nurtuje historyków i regionalistów od dawna. Nie zrozumcie mnie źle – eksploratorzy, eksperci od wyszukiwania cennych rud i minerałów istnieli i pozostawili po sobie mnóstwo śladów, owiane mgłą tajemnicy dziedzictwo. Bardzo pozytywnie trzeba również odebrać działalność wszystkich, którzy nawiązują lub kontynuują tradycje „walońskie”, chociaż nie zawsze używają odpowiednich nazw, a przytaczane fakty są czasami naciąganiem historii lub zwyczajnie jedynie legendami. Niniejszy materiał to tylko próba i wstęp do zrozumienia tego tematu, bo jest on bardzo skomplikowany i obszerny. Wiele jednak możemy zrozumieć i połączyć kropki inaczej niż to uczyniono w przeszłości. Zapraszam do artykułu.

Historie o średniowiecznych Walończykach, którzy nazywani są również Walonami, rozpalają wyobraźnię ludzi u stóp Gór Olbrzymich odkąd te tereny znajdują się w granicach Polski. Przed 2. wojną światową Polacy się tym tematem praktycznie nie zajmowali (z niewielkimi wyjątkami). Tym samym kluczowym dla zrozumienia tego, w jakim kierunku poszło zrekonstruowanie tej historii jest odnoszenie się do dwóch okresów historycznych – przed wojną i po 2. wojnie światowej. Aby być uczciwym względem historii, muszę jednak dodać, że wyodrębniony w tym materiale okres „po 2. wojnie światowej”, ma swoje korzenie w okresie przedwojennym, jednak dopiero po 2. wojnie światowej mit o magicznych Walończykach z Walonii został rozpalony na dobre.

Temat jest trudny, a ten materiał może być dla niektórych kontrowersyjny i budzić negatywne emocje. Wiedzcie, że na celu mam jedynie poprawność historyczną. Nie chciałbym nikogo obrazić. jeśli zauważycie pomyłkę,, błędy, lub dysponujecie źródłami, które mogą coś wnieść do omawianego tematu to BARDZO O NIE PROSZĘ! Uwzględnię, przeproszę i podziękuję. Wszystko byle być bliżej prawdy, byle narracja o sudeckich poszukiwaczach skarbów była bardziej autentyczna.

Jako, że nie jestem historykiem, nie posiadam ukierunkowanego wykształcenia, które by mogło uczynić ze mnie autorytet w podejmowanej kwestii, załączam poniżej nagranie z webinaru Archeologii Żywej, Warto je obejrzeć w całości, odnośnie rozumienia tego tematu, ale tym co nie mają tyle czasu polecam odtworzyć fragment od 1h18min15sek i usłyszeć odpowiedzi archeologów z Muzeum Karkonoskiego w Jeleniej Górze: dr. Stanisława Wilka i  Tomka Miszczyka, na pytanie „Co z tymi Walonami?„. To tylko 5 minut, ale zdacie sobie sprawę, że ten temat wymaga korekty. Wymieniona w tekście księga walońska, w między czasie się odnalazła i ją też wziąłem pod uwagę tworząc ten materiał.

 

Materiał podzieliłem na dwie części. Ze względu na złożony charakter tematu, pierwsza część omawia problem, który częściowo wynika również z problemu ujętego w drugiej części. Nie udało mi się się tego inaczej zredagować, ale mam nadzieję, że wszystko będzie przez czytelników zrozumiane. 

Obydwie części posiadają podsumowania, więc dla osób nie potrzebujących wchodzić w szczegóły, polecam przejść od razu do tych fragmentów tekstu. Miłej lektury.


SPIS TREŚCI:

CZĘŚĆ PIERWSZA – WALONOWIE: PROBLEM OGÓLNY
1. CO „WIEMY” O NASZYCH WALOŃCZYKACH?
2. WALOŃCZYCY I WALONOWIE – ANALIZA NAZWY
3. DYSKUSJA NA SZLAKU WALOŃSKIM!
4. SKĄD NAPRAWDĘ POCHODZILI „WALOŃCZYCY”?
5. ANTONIO DE MEDICI
6. WŁOSI I WENECJANIE
7. MGŁA Z BRAKU ŹRÓDEŁ
8. PARADOKS WALOŃCZYKÓW
9. CZY PRAWDZIWI WALONOWIE BYLI MISTRZAMI?
10. PODSUMOWANIE

 CZĘŚĆ DRUGA – KTO WYMYŚLIŁ WAWRZYŃCA ANIOŁA?
11. POCZĄTEK KOWAR
12. ANIOŁ Z NIEBA
13. WAWRZYNIEC ANIOŁ – ANALIZA!
14. KRONIKARZ FANTASY
15. ŹRÓDŁA PISANE! AUTENTYCZNE! SYTUACJA OSADNICZA POD KARKONOSZAMI
16. TO TYLKO NAZWA! TO NIE PROBLEM!

17. ZAKOŃCZENIE


1. CO „WIEMY” O NASZYCH WALOŃCZYKACH?

Warto zacząć od streszczenia, jakie informacje o Walonach są u nas przekazywane, co o nich piszą lokalne strony i portale, co się o nich opowiada w lokalnych atrakcjach turystycznych itd W tym miejscu przytaczam tylko te informacje nie oceniając ich poprawności historycznej.

Otóż tym średniowiecznym poszukiwaczom kruszców i minerałów (skarbów?) przypisuje się pochodzenie z pogranicza dzisiejszej Francji i Belgii – z Walonii. Można to przeczytać w setkach miejsc. W wielu można wyczytać, że w połowie XII wieku miała miejsce wielka migracja walońskich górników przez Europę. W Sudetach pojawiają się przemierzając góry środkowej Europy, wędrując do Siedmiogrodu (wówczas węgierskiego). Walonów, których górnictwo było wówczas na wybitnie zaawansowanym poziomie, zaprosił król Węgierski Gejza II (czasami pojawia się w panujący przed nim Bela II). Nieczęsto, ale jednak można spotkać źródła, które dopisują, że od pewnego momentu mianem Walończyków lub Walonów zaczęto określać wszystkich działających w Sudetach Zachodnich eksploratorów i poszukiwaczy, bez względu na ich pochodzenie. Z ich pionierską działalnością często wiązane są początki Kowar, oraz Szklarskiej Poręby a czasami również Karpacza. Szczególnie częste jest łączenie mistrza górniczego, Walończyka, Wawrzyńca Anioła (Laurentiusa Angelusa) z początkiem wydobycia rud żelaza w Kowarach i rud miedzi w Miedziance co również jest przyczyną powstania Kowar. Na stronie administrowanej przez Urząd Miasta w Kowarach (https://kowary.pl/) możemy przeczytać: „W 1148 roku gwarek Walon Wawrzyniec Angelus odkrył na zboczu Góry Rudnik rudę żelaza. 10 lat później z polecenia ówczesnego księcia Polski Bolesława Kędzierzawego założono osadę”. Jak zatem czytamy, informacje te są przedstawione jako fakty (w dalszej części przeanalizujemy je dokładniej). Na stronie https://www.szklarskaporeba.net.pl/ czy też na stronie Dolnośląskiej Organizacji Turystycznej https://dolnyslask.travel/ można przeczytać w kontekście początków Szklarskiej Poręby takie zdanie: „W tym czasie Karkonosze były penetrowane przez poszukiwaczy skarbów ziemi, przybyłych tu z zachodniej Europy, zwanych Walończykami. „. Można by przytaczać kolejne cytaty z różnych źródeł, jest tego pełno. Są też źródła nie wspominające o Walonach, a ogólnie o poszukiwaczach minerałów. Na stronie https://www.sowiduch.pl/ można przeczytać: „Przybyszy, którzy nadciągali głównie z południa zwano Walonami (…)„. Warto zwrócić uwagę, że autor tekstu podał inny kierunek, z którego przybyli tajemniczy poszukiwacze. Wszędzie jednak pojawią się nazwy: Walonowie lub Walończycy. Skracając ten wątek – Walończycy prężnie działali w naszym regionie, byli związani z rozwojem hutnictwa szła w rejonie Szklarskiej Poręby, pozostawili po sobie tajemnicze Księgi Walońskie, a w górach, śladami po ich poszukiwaniach są wyryte w skałach tzw. znaki walońskie. To tak w telegraficznym skrócie, uogólniając.

Warto w tym miejscu dodać, że to wszystko powstaje po 2. wojnie światowej, czemu za bardzo nie ma co się dziwić, ponieważ omawiane obszary to tzw „ziemie odzyskane”, znajdujące się ponownie w granicach Polski od 1945 roku.

2. WALOŃCZYCY I WALONOWIE – ANALIZA NAZWY

Zacznę od podkreślenia, że słowo „Walończyk” zagościło na dobre w języku polskim dopiero po 2. wojnie światowej, choć pojawiało się w polskich opracowaniach, sporadycznie już wcześniej, ale wg mojej wiedzy nie wcześniej niż w 2. połowie XIX wieku. Słowo „Walon”, które pod Karkonoszami jest synonimem „Walończyka”, występuje wcześniej, ale jedynie w kontekście mieszkańca regionu nazywanego Walonią.

Pierwiastek słowotwórczy występujące w polskich słowach Walon, Walończyk, czy niemieckim Wahle występuje również w dziesiątkach innych słów używanych w różnych językach Europy zarówno w przeszłości jak i obecnie. To temat na odrębny artykuł, ale wspomnę może chociaż o kilku słowach, które miały określać sąsiadów posługujących się (od pewnego momentu) językiem romańskim. I tak germańscy Frankowie określali swoich celtyckich sąsiadów mianem Walha, a ich terytorium Walhaland. Ma to swoje korzenie od określania przez ludy garmańskie celtyckiego ludu (grupy plemion) określanego mianem Wolków (łać. Volcae). Anglosasi po ekspansji na Wyspy Brytyjskie nazywali w podobny sposób celtyckich Brytów i inne ludy celtyckie i stąd dzisiejsi Walijczycy zamieszkujący Walię oraz Kornwalijczycy i Kornwalia. Podobnie było na kontynencie, gdzie Germanie swoich sąsiadów z pogranicza dzisiejszej Francji i Walonii nazywali Walonami, a nawet do dziś francuskojęzyczna część Szwajcarii nazywano jest Welschland (bo mieszkała tam ludność mówiąca po romańsku). Później ludność słowiańska zapożyczyła ten pierwiastek słowotwórczy, i również zaczęła podobnie nazywać swoich romańskich sąsiadów. Uległ on oczywiście przeobrażeniu, m. in. w niektórych językach a zamieniło się na o, a l na ł. Stąd już znane nam słowa jak Włoch, Wołoch, Wołoszczyzna czy Wałach. Wydaje się, że również w podobieństwie językowym, należy szukać przyczyny wykreowania takiego a  nie innego nazewnictwa, W dominującym wówczas na terenie Śląska i ogólnie Sudetów języku określano ich najczęściej mianem „Walen”. Zauważmy, że „Walen”, „Walon”, „Walończyk”, wyglądają i brzmią nieco podobnie.

Mam świadomość, że wikipedia nie jest idealnym źródłem wiedzy, ale w tym temacie może pomóc, bo podglądniemy w niej proste sprawy. Po wyszukania hasła Walończyk wyskoczy nam opis poszukiwaczy skarbów, ale pojawi się również informacja, że nie mają oni nic wspólnego z narodem Walonów. Jak to Walończycy mają nie mieć nic wspólnego z Walonią? To dość szokujące, chociaż przyjrzymy się temu uważniej nieco dalej. Ale już tutaj nasuwa się pytanie: Czyli ktoś, kiedyś, stworzył Walonów, którzy … nie są Walonami? Nie odpowiem, jeszcze na to pytanie, chciałbym żeby czytelnik sam, w procesie myślowym, zrozumiał co tu się mogło wydarzyć. Kontynuujmy. Hasło Walończyk znajduje swój odpowiednik jeszcze tylko w 2 innych językach: niemieckim i francuskim (screen poniżej). I przyglądając się uważnie opisom uzyskamy wskazówki i nawet gotową odpowiedź na pytanie skąd pochodzili ci enigmatyczni przybysze. Z belgijsko-francuskiej Walonii? Tak, przecież to każdy wie, prawda? A właśnie, że nie! Obcojęzyczne źródła nic takiego nie sugerują.


W obydwu językach pojawia się nazwa Walen, ale funkcjonuje również wiele innych zbliżonych określeń: niemieckie Venediger, Vennizianer, Venezianer, Venetianer oraz francuskie Vénitiens. Walen to określenie kogoś obcego, obcego sąsiada, który najczęściej mówił językiem romańskim – czy to o czym pisałem wcześniej. Natomiast wszystkie pozostałe przytoczone słowa kierują nas do jednego, konkretnego miejsca – do Wenecji, a te określenia oznaczają jedno – Wenecjanina! Po niemiecku Wenecja to Venedig. I teraz wszystko nabiera sensu. Miasto Wenecja było stolicą państwa – Republiki Weneckiej – które wówczas było największą potęgą handlową Europy. Obcojęzyczne nazwy pozwalają połączyć kropki, wszystko już nie jest takie niespójne geograficznie, pozwalają odpowiedzieć pośrednio na pytanie co tu robili poszukiwacze złota, srebra czy kamieni szlachetnych. Jak to co? Chcieli się wzbogacić! Wenecja była wówczas jednym z najważniejszych w Europie i na świecie,, punktem handlu złotem i wyrobami ze złota, kamieniami szlachetnymi czy innymi bogactwami wykopanymi spod ziemi. Byli między innymi hegemonem w dziedzinie handlu i wytwarzania szkła (w XV wieku to właśnie w Wenecji po raz pierwszy wyprodukowano półprzepuszczalne szkło czego skutkiem jest dzisiaj powszechnie używana nazwa weneckie lustro). Powszechnie uważa się, że samo szklarstwo w wielu obszarach Europy (również w Szklarskiej Porębie) wykształciło się, ze względu na monopol jaki posiadała wówczas Wenecja, zwłaszcza po wydaniu w niej zakazu handlu produktami służącymi do wyroby produktów ze szkła. To sprawiło, że inne kraje zdecydowały się uniezależnić od weneckiego szkła i zainwestować w rozwój tej dziedziny. Wenecja słynęła też z mozaik oraz różnego typu klejnotów i wyrobów jubilerskich. Kupcy weneccy organizowali swoje eksploracje w górach środkowej Europy, aż w końcu dotarli w Sudety (ale brak dowodów by miało to miejsce wcześniej niż XV wieku). Działania Wenecjan w Karkonoszach wyglądają na kontynuację naturalnej ekspansji w dziedzinie eksploracji, pozyskiwania i handlu pod wieloma względami, zarówno geograficznym jak i ekonomicznym. Czy ma to sens? Proszę sobie samemu odpowiedzieć.

3. DYSKUSJA NA SZLAKU WALOŃSKIM!

Jakiś czas temu, opowiadałem kilku uczestnikom wycieczki którą prowadziłem, pod Wodospadem Szklarki, o skomplikowanej sytuacji z nazwą karkonoskich eksploratorów. Wówczas podszedł do mnie nieznany, brodaty mężczyzna i zaczęliśmy rozmawiać i przytaczać argumenty. To była bardzo fajna rozmowa, lubię rozmawiać o historii, szczególnie z niepozornymi, przypadkowo napotkanymi osobami. Kilka minut po tej rozmowie spojrzałem na tablicę dydaktyczną z tytułem „Szlak Waloński”, z opisem tego miejsca, i spostrzegłem coś, co również świadczy o tym, że z naszymi, polskimi nazwami jest coś nie tak. Skupcie się proszę. To bardzo ważny moment by zrozumieć stopień „chaosu” jaki wprowadza polska literatura.


Jest na niej zwięzłe tłumaczenie na inne języki: angielski, niemiecki i czeski. Przyjrzyjmy się jakie słowa zostały użyte na przetłumaczenie polskiego przymiotnika „walońskich”. Mamy niemieckie słowo „walonischem” i czeskie „valonští„. Obydwa te słowa bezpośrednio nawiązują do regionu, mają znaczenie geograficzne, i tym regionem jest belgijska Walonia.  Wiemy już jednak, o czym pisałem wyżej, że niemieckim (czyli wówczas lokalnym) określeniem na tajemniczych poszukiwaczy było przede wszystkim Walen lub Wahle i nie były te słowa odnośnikami ani do ludu Walonów, ani słowo to nie miało sensu geograficznego. Inne niemieckie określenia już takie geograficzne znaczenie posiadały, z tym, że nie odnosiły się do Walonii tylko do Wenecji. Natomiast czeskim określeniem poszukiwacza i eksploratora, o których mowa w materiale, jest słowo „Vlach„. Kilka lat temu Czesi odnaleźli zagubioną, jedną z tzw ksiąg walońskich, przetłumaczyli ją i przeanalizowali i ta pozycja nazywa się „Cesty Vlachů” czyli w tłumaczeniu na język polski „Włoskie Ścieżki” lub „Ścieżki Włochów”. Czeska nazwa bezpośrednio kieruje do Włoch, nie ma nic wspólnego z Walonią. Ich odpowiednikiem ksiąg walońskich są Vlašské knihy czyli „Włoskie księgi”.


To skoro Czesi określają dawnych poszukiwaczy mianem „Vlach” (Włoch) to dlaczego na tablicy jest słowo „valonští„” które odnosi się stricte do mieszkańców Walonii?

I analizując tę jedną chociażby tablicę i znając określenia na eksploratorów z innych języków, widać już na pierwszy rzut … umysłu, że coś jest nie tak z naszą nazwą. Na tablicach nie umieściliśmy czeskich i niemieckich określeń na karkonoskich poszukiwaczy minerałów (chociaż takowe istnieją, i to w dużych ilościach), a przetłumaczyliśmy dosłownie nasze słowo, jeden do jednego. Przenieśliśmy swoje myślenie i rozumienie tego tematu na obce języki i teraz te przetłumaczone nazwy kierują Czechów i Niemców do Walonii chociaż ich historycznie wypracowane słowa oznaczające tę samą grupę ludzi, kierują ich w zupełnie innym kierunku – do Włoch, do Wenecji. Przypomnę tylko, że dziś Wenecja leży we Włoszech, a wówczas Wenecja była jednym z włoskich miast-państw, potężnym pod względem handlu, z licznymi koloniami, ogromną armią, flotą itd Tak więc czy to Włochy czy Wenecja, kierunek jest jeden – południe Europy! Wszystko się zgadza. Dodajmy jeszcze do tego wcześniej przytoczone francuskie określenie, gdzie znów mamy albo określenie ogólne na cudzoziemców używających języka romańskiego lub również bezpośrednie połączenie ich z Wenecją. Podsumowując ten wątek. Zarówno niemieckie, czeskie jak i francuskie określenia są zbieżne, jednoznaczne i spoglądają w kierunku Włoch, a dokładniej w kierunku Wenecji, a nasze, polskie określenia, jako jedyne, kierują zupełnie gdzie indziej, do Walonii. Mam nadzieję, że w tym momencie jesteście w stanie dostrzec to sami. Ciężko skonstruować tu inne wnioski.

Więc z naszym nazewnictwem jest coś nie tak!  Jest odmienne! Jest mylne! No chyba, że to wszyscy się mylą, a My jako jedyni mamy rację. Niby to tylko nazwa, ale to właśnie ona powoduje lawinę historycznych niedopowiedzeń i błędów, które przekładają się na ogrom nieprawdziwych informacji pojawiających się w źródłach, które uchodzą za profesjonalne i fachowe. A jeśli wszyscy się mylą, a My mamy rację, albo tylko po śląskiej stronie pojawiają się poszukiwacze z Walonii? Trzeba zagłębić się w historię, historię Europy, historię Walonii, historię metalurgii i górnictwa i to właśnie zrobimy w dalszej części artykułu.

W tej części materiału, przytoczę jeszcze fragment tekstu, który można wyczytać w wydanym w 1962 roku przewodniku po Karkonoszach autorstwa T. Stecia i W. Walczaka „Karkonosze„. Te źródło jest jednym z pierwszych w którym szeroko opisano Walonów oraz wyjaśniono skąd się tu wzięli. W pozycji tej eksploratorzy, niezależnie czy to w wieku XII, czy 4 wieki później, nieprzerwanie określani są Walonami lub Walończykami.

„(…) Po krótkotrwałym okresie działalności „prawdziwych” Walończyków (tzn. tych z Francji i Walonii) rozpoczyna gdzieś w XIV-XV wieku intensywnie napływać w Karkonosze nowy element. Są to po trosze włoscy (głównie weneccy) poszukiwacze drogich kamieni, a po trosze niemieccy górnicy z pobliskiego Harzu i Gór Kruszcowych.Penetrują oni zresztą w podobny sposób inne góry Europy i nie są zjawiskiem wyłącznie z Karkonoszami związanym. O pierwszych włoskich fachowcach – górnikach przybywających np. do sąsiedniej Saksonii słyszy się już w 1364 roku. Są to Mikołaj i Augustyn z Florencji (…)”.

Widać tym samym, że autorzy mieli już świadomość elementu włoskiego/weneckiego, który tutaj przybywał w średniowieczu, jednak zdecydowali się ich nazywać, konsekwentnie, Walończykami lub Walonami. Z ich narracji historycznej wynika, że nazwa jest bardziej związana z początkami napływu górników, poszukiwaczy skarbów i minerałów, w rejon Karkonoszy, bo później już dominowali Włosi i Wenecjanie. I tu trzeba uzyskać odpowiedź na pytanie …

4. SKĄD NAPRAWDĘ POCHODZILI „WALOŃCZYCY”?

Odpowiedź na to pytanie wcale nie jest taka trudna. Muszę jednak na początku dodać, że poszukiwacze metali szlachetnych i minerałów przybywali w Sudety Zachodnie (i nie tylko) przez co najmniej pół tysiąca lat. Da się ten czas podzielić na dwa okresy. Pierwszy, mglisty, pełen legend i podań, w którym źródeł pisanych jest jak na lekarstwo, a jedyne, które zdaje się powiedzieć coś pewnego jest wymyślone (o tym w 2. części). Na osi czasu ciężko zaznaczyć początek, bo brakuje potwierdzonych danych, ale przyjęta narracja nakazywałaby ustalić go na połowę XII wieku i moment legendarnego przybycia gwarków z do Kowar. Drugi okres rozpoczyna się od XV wieku. W tym drugim już prawie wszystko jest jasne bo mamy mnóstwo źródeł pisanych, ale również wyniki badań archeologicznych. Tu praktycznie już nie ma wątpliwości. Zajmijmy się więc najpierw tym drugim okresem.

Miejscem na mapie świata, skąd przybywają w te tereny interesujący nas poszukiwacze jest zbieżne z wszystkimi określeniami jakie są w stosunku do nich stosowane, … za wyjątkiem naszych, polskich (niestety). Określenia Walen, Walh, Venediger, Venezianer, Vlach itd odnoszą się do ludności mówiącej językiem romańskim oraz kierują do Włoch i do Wenecji. Wszystko jest jasne. Włosi i Wenecjanie są ludnością romańską, a jeżyk włoski jest językiem romańskim. O tym, że właśnie stamtąd pochodzi ogromna większość poszukiwaczy przybywających w Góry Olbrzymie świadczą liczne fakty. Chociażby pierwsza, najstarsza z tzw. ksiąg walońskich jest napisana przez człowieka, którego historia zapamięta jako Antonio de Medici.

5. ANTONIO DE MEDICI

Pochodził z Florencji, był Włochem (Włoch autorem księgi … walońskiej? No właśnie!).  On i jego rodzina byli przez większość życia związani z Republiką Wenecką. Antonio był kupcem, trochę bankierem, swojego czasu też dzierżawcą kopalni soli pod Krakowem (Wieliczka, Bochnia) oraz innych kopalń. Same księgi walońskie są również trudnym zagadnieniem, bo większość z nich przepadła w bliżej nieznanych  „okołodrugowojennych” okolicznościach, a wcześniej były np. podrabiane O wspomnianej powyżej, w 1922 roku Karl Schneider twierdził w opracowaniu „Die Walen im Riesengebirge„, stosując kryteria merytoryczne i lingwistyczne, że autorem musi być niemieckojęzyczny mieszkaniec Śląska, a nie Włoch. Okazuje się jednak, że autorem może być Włoch pomimo, że książka jest napisana niemiecką gwarą – Antonio spędził 40 lat swojego życia na Śląsku, głównie we Wrocławiu. Warto tu jeszcze wspomnieć, że ta najstarsza z ksiąg walońskich powstaje w 1456 roku. Warto to zapamiętać i odpowiednio odnieść na późniejszym etapie rozważań o egzystencji tytułowego „walońskiego mistrza” Wawrzyńca Anioła żyjącego domniemanie w XII wieku. Tym samym z roku 1456 pochodzi pierwsza pewna pisemna informacja o  „Walończykach” w naszym terenie. Dopiero! Antonio w swoim życiu wielokrotnie stał na skraju bankructwa, być może to go skłoniło do zorganizowania kilku wypraw poszukiwawczych w Karkonosze i Góry Izerskie. To właśnie podczas nich zebrał informacje i spostrzeżenia, które potem zostały spisane w jedną z uważanych za wręcz magiczne ksiąg walońskich, tę pierwszą, najstarszą. A wiecie jak bywa nazywany ten człowiek w polskiej literaturze? W wielu miejscach spotkałem się z nazwą, o zgrozo, Antoniusz Walończyk. Ale … jak? Określenie „de Medici” odnosi się do bycia Medyceusze, a Medyceusze to florencki (włoski) ród kupiecko-bankierski o znakomitych dokonaniach. Jak można tego nie brać pod uwagę, usunąć z nazwy i skorzystać z „Walończyk” – nie mam pojęcia.

6. WŁOSI I WENECJANIE

Robert Cogho, badacz podań i legend z regionu Sudetów Zachodnich (jest grób znajduje się pod Chojnikiem), pod koniec XIX wieku napisał wiele artykułów i publikacji o tym zagadnieniu. Napisał m.in. „Die Walen im Riesen- und Isergebirge„, w której pojawia się  „Venezianer Johannes Wale„, a my, w polskich przekładach znów idziemy w zaparte i tłumaczymy to na „Johannes Walończyk z Wenecji”. W związku z niefortunnie przyjętym nazewnictwem tworzą się licznie takie nazwy jak ta, a brzmią absurdalnie. Jak już wiemy, niemieckie wale nie odnosi się do Walonii, a nasz „Walończyk” już tak. Walończyk z Wenecji – czy to nie brzmi absurdalnie? To przeczy samemu sobie. Już w XXI wieku, całkiem niedawno historycy i regionaliści dyskutowali o tym, by Walończyków w odniesieniu do sudeckich eksploratorów zapisywać małą literą – walończycy – co by czyniło z tego słowa określenie już nie etniczne a kulturowe. I jest w tym sporo sensu.

Na oficjalnej stronie Muzeum Dom Hauptmannów, można przeczytać rozbudowany opis omawianej grupy społecznej, którego autorem jest Przemysław Wiater (autor m.in. książki Walonowie u Ducha Gór, której w dalszej części przyjrzymy się bardzo szczegółowo), a w nim w wielu miejscach pojawią się Włosi oraz Wenecjanie. (tutaj: https://muzeumdomhauptmannow.pl/walonscy-poszukiwacze-mineralow/). Znajdziecie tam m. in. taki fragment: „Na przełomie XIV i XV wieku coraz liczniej zaczynają przybywać poszukiwacze surowców mineralnych wykorzystywanych do produkcji szkła pochodzący z Wenecji i Murano. W Karkonosze i Góry Izerskie zapuszczali się również weneccy i florenccy poszukiwacze minerałów, których używali do barwienia renesansowych mozaik. Wśród kamieni szlachetnych szafiry czy rubiny były poddawane obróbce szlifierskiej, a ametysty, topazy, turmaliny, granaty, jaspisy oraz kryształy górskie służyły do wyrobu florenckich mozaik i wytopu szkieł weneckich. Z czasem Włosi mogli zdominować prace poszukiwawcze, a zapewne zwracano na nich szczególną uwagę, gdyż różnili się od miejscowej ludności wyglądem, językiem i zwyczajami„. Oczywiście pojęcie Walonów jest w tekście użyte wielokrotnie, ale rozumiem, że stało się ono już pojęciem historycznym (albo kulturowym) i to dlatego. Pod tekstem znajduje się bardzo rozbudowana bibliografia, więc autor prześwietlił wiele źródeł, stąd w tym tekście tak wiele poprawności historycznej, tak wielu Włochów i Wenecjan. Tak więc, kto czyta – ten wie, ale w świadomości społecznej i w przestrzeni publicznej dalej są Walończycy i niełatwo będzie ich się pozbyć.

W starych, niemieckich publikacjach jest mnóstwo Wenecjan. Raz „(…) pewnemu chłopu, który na Hali Izerskiej śledził wenecjanina szukającego skarbów w Jagnięcym Jarze (…)”, innym razem (…) radził pewien Włoch z Wenecji, który roku pańskiego 1456 się tutaj samotrzeć wybrać odważył (…)”. Jest tego całe mnóstwo. Te cytaty przytacza Wiater we wspomnianej książce. Są one dobrze przetłumaczone, ale często tłumaczone były źle i powychodziły takie fikołki jak nieszczęsny Walończyk z Wenecji.

W 1607 roku, jeleniogórski lekarz Caspar Schwenckfeldt napisał w kontekście wydobywania pereł z Kwisy: „(…) ” Karkonosze są szeroko i daleko znane, również we Włoszech, po części poprzez metale, które tutaj można znaleźć. Obcy Walonowie lub mincarze szukają tutaj złota, srebra i kamieni szlachetnych. Te metale wydobywają lub wypłukują z potoków (…)”. Tłumacz się tu mocno pogubił, bo mamy i Włochów i Walonów. Ale posiadając już wiedzę o tym co się wydarzyło z nazwą, możecie już sami domyśleć się co było w oryginale tego tekstu. Tak. Nie było tam, żadnych Walonów, a słowem przetłumaczonym na Walonów było Walen.

O tym, że Czesi nazywają „księgi walońskie” … księgami włoskimi (czes. Vlasske knihy) już wspominałem. Jak to możliwe, że tak często czeskie słowo „włoski” tłumaczymy na „waloński”? To nie wymaga komentarza.

Niemieckojęzyczni, przedwojenni badacze, autorzy opracować o omawianych eksploratorach, swoje prace tytułowali następująco. W. E. Pueckert napisał np „Walen und Venediger”. Przypomnę, że włoskie miasto Wenecja po niemiecku nazywana jest właśnie Venedig. O Księgach walońskich napisał “Das älteste schlesische Walenbuch” gdzie Walończyków, ani Walonii również nie ma. Nie ma żadnych, niemieckich źródeł, które by od tego nazewnictwa odbiegały. Żadnych. A warto zdać sobie sprawę, że ludność tutaj posługiwała się językiem niemieckim niemal w przytłaczając większości, praktycznie wszystkie źródła pisane były w jeżyku niemieckim, lokalnym.

Nazwy geograficzne, które występują lub występowały w Sudetach Zachodnich, również pasują do całej układanki. W czeskich Górach Izerskich mamy np Vlašský hřeben czyli w tłumaczeniu dosłownym Włoski Grzbiet i jest on związany właśnie z eksploatacją górniczą tych terenów przez Włoskich, Weneckich poszukiwaczy w XVI wieku. My przetłumaczyliśmy tę nazwę na „Waloński Grzbiet” co sugeruje, że działali na tym obszarze przybysze z Walonii. Znów chybione! Natomiast przesiecki Waloński Kamień przed wojną nazywany był Mannstein ponieważ przypominał sylwetkę człowieka. Nie ma w tej nazwie kszty „walońskości”. Jak zatem widać, na żadnej z płaszczyzn nie odnajdujemy przed 2. wojną światową przesłanek by dawnych eksploratorów Karkonoszy i Gór Izerskich nazywać tak jak ich obecnie wszyscy nazywamy.

W cytowanych już wcześniej Karkonoszach Stecia i Walczaka można jeszcze wyczytać taki fragment: „(…) Szczególnie jednak ciekawy jest napływ Wenecjan do Karkonoszy i Gór Izerskich. Nie jest on przypadkowy. Wenecjanie interesują się oczywiście złotonośnym piaskiem, głównie jednak szlachetnymi i półszlachetnymi kamieniami. Najcenniejsze z nich: korundy, szafiry czy rubiny idą do szlifierskiej obróbki, zaś półszlachetne ametysty topazy, turmaliny, granaty, jaspisy czy tzw górskie kryształy służą do sławnych florenckich mozaik, a nawet brane są zamiast kwarcu do wyrobu weneckich szkieł (…)”.  Nieco dalej autorzy przytaczają podpis pod omawianą ryciną Agricoli:: „(…) Italczykowie, którzy udają się w niemieckie góry, aby szukać złota (…)”. Italczykowie!

O włoskich eksploratorach tych terenów, w 1528 roku, pisze saksoński przedsiębiorca związany z górnictwem: „(…) O ile jednak zdołałem się wywiedzieć u wiarygodnych osób, owe ziarna nie zawierają żadnego złota… Wędrowcy owi wywożą je do Italii, gdzie robi się z nich barwy i kolorowe szkła (…)”.

Takich cytatów można by tu zamieścić całe mnóstwo.

Wśród regionalistów jest też spora grupa, która zdaje się dobrze rozumieć tą sprawę. Wśród nich jest regionalista i autor schowany pod pseudonimem Mars Wawrzyn z Wydawnictwa Wielka Izera, który w źródłach historycznych dotyczących Sudetów Zachodnich, i szczególnie Gór Izerskich i Karkonoszy, spędził mnóstwo czasu. Praca z nimi stała się kanwą pod szereg publikacji, które znalazły uznanie w naszym regionie. Autor, tłumacząc teksty, robi to precyzyjnie stąd pojawią się u niego Wenecjanie. Ale aby mogli go zrozumieć przeciętni czytelnicy czy mniej biegli w historii regionu odbiorcy, w nawiasie oraz cudzysłowie podaje tę nieszczęsną nazwę wykreowaną przez naszych wcześniejszych autorów. Spójrzcie sami na załączony poniżej fragment. Taka postawa, moim zdaniem, jest wskazana i poprawna. A dlaczegoż by miano opisanych po niemiecku Wenecjan tłumaczyć na nie Wenecjan i robić z nich Walończyków? Nie widzę w tym sensu, logiki i poprawności historycznej. A właśnie to się u nas działo, w większości przypadków, przez 70 lat od wojny, a i jeszcze wcześniej.

Podsumowując ten wątek!

Terminem Walończycy lub Walonowie, określano i wciąż się określa, ale tylko w Polsce, w sposób zbiorczy, eksploratorów, górników, poszukiwaczy minerałów, rud i kruszców,  którzy przybywali w Sudety Zachodnie w późnym średniowieczu i w epoce renesansu. Analizując dostępne źródła historyczne śmiało można powiedzieć, że w większości pochodzili oni z Włoch, najczęściej z Wenecji. Tym samym współcześnie odnosząc się do tej grupy ludzi najpoprawniej jest nazywać ich Włochami oraz Wenecjanami. Wszyscy, jak jeden mąż, wciąż jednak stosują nazwę Walonowie lub Walończycy, mimo że część autorów i badaczy historii regionu rozumie, opisuje i przytacza liczne źródła opowiadające o Wenecjanach. Walończycy zakorzenili się na dobre i brakuje prób wyprostowania tematu lub są one zbyt słabe i marginalizowane. Błędne nazewnictwo się zakorzenia i utrwala.

Muszę w tym miejscu jeszcze dodać, że pośród wymienianych, pojedyncze przypadki stanowią osoby, które mogłyby faktycznie pochodzić z Walonii np. XVI-wieczny jubiler cesarski Habsburgów Anselmus Boetius de Boot z Brugii (Belgia), który również poszukiwał minerałów i kamieni szlachetnych w Karkonoszach. Stanowią oni jednak niewielki ułamek ogółu i raczej nie dowodzą oni, że Walonowie mieli u nas być pionierami w górach w kwestiach górniczych. Nieco częściej pojawiają się w Sudetach poszukiwacze skarbów ukrytych w ziemi z krajów niemieckich m.in z Saksonii czy Turyngii, a analiza nazw topograficznych wskazuje również na udział lokalnego elementu tj Czechów oraz Ślązaków. Omawiani eksploratorzy byli mieszanką etniczną, ale dominującym substratem byli Wenecjanie.

Jednak w wielu miejscach do dziś znajdziecie informacje i rzekome przesłanki historyczne, o rodowitych Walończykach, którzy pojawiają się w Sudetach już od XI czy XII wieku i pracują rzekomo np. na zlecenie książąt piastowskich. Ale czy ma to pokrycia w źródłach historycznych? Tym samym możemy przejść do pierwszego z ustalonych okresów, do czasów poprzedzających wydarzenia omówione powyżej.

7. MGŁA Z BRAKU ŹRÓDEŁ

Aby spróbować uratować błędne nazewnictw, które pojawia się w opisie wydarzeń z XV-XVII wieku, trzeba by solidnie umocować obecność Walonów w Sudetach w wiekach poprzednich. To jedyna szansa. Zdaje się, że to właśnie próbowano zrobić po 2. wojnie światowej i później. Czy to się udało? Na pierwszy rzut oka tak, skoro wszyscy używamy nazw Walon, Walończyk, Walońskie. Zbyt rzadko i zbyt wąskie grono osób zdecydowało się to sprawdzać. Błędne nazewnictwo się utrwalało. Minęło kilka dekad, powstały produkty turystyczne oparte na błędnych nazwach i ciężko się już z tego wypisać, jeszcze ciężej będzie przyznać się do błędu. Ale zajmijmy się analizą.

Odnośnie mętnych początków przybywania w Sudety Zachodnie poszukiwaczy obcego pochodzenia,  wiele osób miesza różne historie. W próbach odpowiedzi na pytanie skąd się „Walonowie” mieli tu zjawić we wczesnych okresach kolonizacji tego obszaru, (a nawet przed historycznie potwierdzonym okresem kolonizacji) pojawiają się próby łączenia ich i początków wydobycia złota z okolic Złotoryi i Lwówka Śląskiego. W XII wieku książę Bolesław Wysoki rozwija górnictwo złota w tym rejonie i ściąga z zachodu, z Saksonii, ekspertów od górnictwa. Ten książę, aby ożywić gospodarczo Śląsk, sprowadza również m.in. Walonów, ale do Wrocławia. Ci Walonowie są tam rzemieślnikami, kupcami albo sukiennikami. W opracowaniach historycznych nie pojawiają się tu żadne związki z omawianym przez nas rejonem i nie ma w nich mowy o żadnych górnikach, kuźnikach czy kowalach. W XIII wieku w okolicach Wrocławia, ale także Oławy, Lubiąża czy Namysłowa następuje osadnictwo walońskie, ale o charakterze chłopskim. W publikacji „Walonowie na Śląsku w XII i XIII wieku” autorstwa Bernarda Zientary nie ma ani słowa o Walonach spod Karkonoszy, ani słowa o Kowarach i ani słowa o Walonie Wawrzyńcu Aniele, który miałby w Sudetach Zachodnich szukać rud. Wymienianych są dziesiątki dokumentów, wsi i padają setki dat, ale żadne z wymienionych elementów nie zbliżają się nawet do Kotliny Jeleniogórskiej. Podkreśla to również Wiater w Walonach u Ducha Gór, gdzie na stronie 44, pisze „(…) Nieznane są próby podjęcia na tych terenach walońskich poszukiwań minerałów i kamieni szlachetnych (…)’ co odnosi do wspomnianego osadnictwa z okolic Wrocławia. Czytając natomiast bibliografię różnych publikacji o naszych Walończykach wszędzie twórczość Zientary się w nich pojawia. Przeczytałem tę pozycję całą i … NIC! Faktycznie nic tam nie ma o naszym terenie! W między czasie zdałem sobie sprawę, że istnieją inne próby połączenia Walonów z naszymi górami poprzez joannitów, którzy patronowali wydobyciu złota pod Złotoryją. Owi joannici zostali sprowadzeni najpierw nad rzekę Ślęzę i do Wrocławia. Przybyli z terenów ówczesnej (i obecnej) północnej Francji, z krainy historycznej Vermandois, która sąsiaduje z Walonią (a to już coś). Historycy się spierają czy Ci joannici byli mniej lub bardziej związani z akcją sprowadzania osadników do Wrocławia. Z kart historii można wyczytać nawet biskupów wrocławskich (Walter z Malonne), którzy byli Walonami i żyli w XII wieku. Nie udało się im (historykom) jednak ustalić czy tak właśnie było i czy to z ich inicjatywy Walonowie przybywali na Śląsk. Joannici mieli też komandorię w Złotoryi w czasach tamtejszej gorączki złota (przełom XII i XIII wieku). Odnoszę wrażenie, że ktoś próbował łączyć kropki w następujący sposób, chociaż nie było po temu żadnych pewnych źródeł informacji. Skoro jacyś Walonowie byli we Wrocławiu to mogli udać się na południe, w góry, i zapoczątkować wydobycie żelaza, miedzi i hutnictwo szkła. Skoro joannici z Vermandois i z Walonii mięli jakiś udział w początkach eksploatacji złota w rejonie złotoryjskim i było to już w końcach XII wieku to walońscy górnicy dotarli też w Karkonosze i Góry Izerskie. Źródła tego nie potwierdzają, a wiemy, że sprowadzono przecież Saksończyków i nie ma żadnych dowodów na obecność w tamtym czasie Walonów w najwyższych pasmach górskich Sudetów Zachodnich. W książce Wiatera można również odnaleźć taką informację (na stronie 45.): „(…) następnie wybudowano zamki w Gryfowie Śląskim (1241-1247) i na Czosze (1249). Z pośrednich przekazów wiadomo, że w pracach mieli brać udział Walonowie, którzy wskazali najlepsze miejsca budowy zamkowych studni (…)’. Nie wiem, skąd pochodzą te wiadomości, ale sam autor dopisał, że są to tylko „pośrednie przekazy”. Taki zapis po pierwsze nie dowodzi, że Walonowie w ogóle tam byli, po drugie nie dowodzi, że pomogli wybrać miejsca na studnie, a już tym bardziej nie dowodzi, że później eksplorowali Karkonosze pod kątem metali kamieni szlachetnych. Nie można na takich przesłankach oprzeć historii. W 2. połowie XIII wieku do Jeleniej Góry również sprowadzono joannitów. Dokupują oni od księcia tereny w okolicach Szklarskiej Poręby (w 1281r). Nie wiadomo po co i dlaczego, ale z nimi najczęściej próbuje się powiązać obecność tu w tym czasie Walonów z początkami górnictwa. Na to również brak jednak jakichkolwiek dowodów. W Walonach u Ducha Gór, Wiater pisze, na stronie 46., że „(…) Nabycie tych terenów poprzedzone zostało rozpoznaniem geologicznym przeprowadzonym przez Walonów (…)”. Autor zapożyczył to z Karkonoszy Stecia i Walczaka (1962), gdzie jednak można wyczytać: „(…) Zagadkowy zakup … musiał być poprzedzony na pewno wieloletnim, dokładnym rozeznaniem (…)”. Ten fragment jest jedynie hipotezą (na co wskazują słowa „musiał być”), która próbuje umotywować zakup cennych geologicznie ziem przez zakonników. U Stecia i Walczaka nie pojawiają się też Walonowie w tym fragmencie tekstu. Czy coś pewnego wynika z tych zapisów? Nic! Faktów brakuje, znów mamy do czynienia z hipotezami i domysłami. Oczywiście bardzo możliwe, że takie rozeznanie zostało dokonane, ale nie wiemy nic na temat tego kto mógł tego dokonać. A niby dlaczego Walonowie? Bo nie mamy innych potencjalnych eksploratorów? No ale przecież pod koniec XIII wieku mamy już kilka wiosek i miasteczko, a i wcześniej przecież ktoś tu musiał mieszkać, więc dlaczego nie bierzemy pod uwagę, że to właśnie Ci mieszkańcy nie robili rozeznań, nie szukali złota, tylko musieli być z daleka. Zakładamy, że ludność lokalna oraz osadnicy nie mieli po temu umiejętności? O to chodzi? Wyciągnęliśmy zatem lud Walonów, bo na tym Śląsku gdzieś tam byli i chociaż nieważne czym się parali, musieli przybyć tutaj i zacząć kopać?

Podsumowując ten wątek. Element waloński na Śląsku, jak również na zachodzie Sudetów historycznie występuje, ale żadnych pewnych informacji nie ma aby ten element połączyć z działaniami górniczymi i poszukiwawczymi w Karkonoszach czy Górach Izerskich. Kupcy, tkacze, chłopi, biskupi, zakonnicy – są potwierdzeni. Górnicy, kuźnicy, eksploratorzy – nie są potwierdzeni, nie istnieją żadne przesłanki by sądzić, że tu byli. Łączenie w ten sposób faktów historycznych jest niczym innym jak naciąganiem historii i żaden historyk z prawdziwego zdarzenia nie mógłby uznać ich za poprawne. Metodologicznie to wszystko leży. Głupio mi to pisać, ale  wychodzi na to, że ktoś tu próbował bardzo mocno naciągać pewne fakty historyczne do swojej tezy.

Oczywiście wiele współczesnych źródeł podaje, że są zapiski historyczne potwierdzające, że w XII wieku Walończycy działali już w Karkonoszach, ale to pokłosie jednego-jedynego źródła, które będziemy rozpatrywać w drugiej części materiału, chodzi o kronikę Naso  z której wyłonił się mityczny XII-wieczny Wawrzyniec Anioł, założyciel Kowar i odkrywca rud żelaza i miedzi (swoją drogą przypisuje mu się pochodzenie niemieckie, a nie walońskie).

Kontynuując, historycznych uwarunkować na obecność prawdziwych Walonów z prawdziwej Walonii w Sudetach Zachodnich póki co nie okryliśmy. No ale oczywiście źródeł może brakować, a oni jednak mogli tutaj przybyć i działać. Nie o wszystkim mówią źródła, i ten okres niestety jest bardzo skąpy w źródła pisane. Kilka dekad temu były w Sudetach dokonywane kwerendy archeologiczne i one potwierdzają intensywne prace poszukiwawcze i działania górnicze na omawianym obszarze, które miały tu miejsce jeszcze przed XIV wiekiem. A więc ktoś tu coś robił i ktoś tu działał. Tylko kto? Na to pytanie póki co nie da się odpowiedzieć, brakuje źródeł.

8. PARADOKS WALOŃCZYKÓW!

W toku dociekań co jest prawdą, a co nie, w kontekście tajemniczych Walończyków zrozumiałem, że mamy tu do czynienia z następującym paradoksem.

Świat badań naukowych charakteryzuje się tym, że żeby daną tezę potwierdzić należy przedstawić dowody za. Natomiast Walończycy w Górach Olbrzymich nie zostali udowodnieni, mimo tego są uważani za prawdę historyczną, i teraz trzeba przedstawiać dowody przeczące, żeby wrócić do podstaw tego problemu.

To się chyba nazywa … obalanie mitów.

Mam nadzieję, że to tylko początek rozmowy o tym zagadnieniu.

Ale wróćmy do tematu. Na tym etapie, wiemy już, że nie ma żadnych dowodów na przybycie Walonów w Sudety, ani w początkowym okresie, ani w późniejszym. Wydaje mi się, że ich arcymistrzostwo w dziedzinie metalurgii i niezwykłe zaawansowanie technologiczne, w interesujących nasz okresach, są również mocno przesadzone. Zapoznając się z naszą literaturą spróbowałem zestawić ją ze stanem wiedzy i źródłami zewnętrznymi. Dzięki temu spróbuję odpowiedzieć na pytanie, czy przypadkiem próba umocowania w faktach obecności elementu walońskiego w Sudetach nie przerodziła się również w wyolbrzymienie Walonych (tych prawdziwych) we wspomnianych dziedzinach.

9. CZY PRAWDZIWI WALONOWIE BYLI MISTRZAMI?

Swoją drogą, to ciekawe czy Walonowie z pogranicza Belgii i Francji wiedzą co My o nich piszemy? Co by na ten temat powiedzieli np. belgijscy historycy? Z wielką chęcią bym ich o to zapytał, choć z drugiej strony bał bym się ich pytań o to skąd my pewne rzeczy wiemy. Ale nie chcę wyjść na autora, który za wszelką cenę chce udowodnić swoją tezę. Chciałbym uzyskać potwierdzenie na pewne powszechnie przyjęte informacje. Nie miałbym nic przeciwko, jakby się okazało, że Walonowie z Walonii byli świetnymi specami od górnictwa w interesującym nas okresie i byli zapraszani przez dwory królewskie Europy do zadań specjalnych. To i tak by nie zlikwidowało problemu braku źródeł na potwierdzenie Walonów w Karkonoszach (czemu przyglądam się uważniej w drugiej części materiału). Ale przejdźmy do meritum.

Trochę dziwię się, że obecnie mało kto kwestionuje nazywanie Walończykami całej tej grupy ludzi, która docierała w Sudety Zachodnie (i nie tylko, bo byli też np w Jesionikach na wschodzie Sudetów), i cały czas forsuje się związki Gór Olbrzymich z Walonami z Walonii, którym przypisuje się cudowne mistrzostwo w zakresie odnajdywania i obróbki rud żelaza, złota i srebra a także poszukiwań kamieni szlachetnych i półszlachetnych. Poświęciłem sporo czasu by przyjrzeć się temu dokładniej, przyjrzeć się Walonom (tym prawdziwym) czy rzeczywiście byli wybitni w tym fachu? Zacznijmy od tego, że źródła, które gloryfikują ich potencjał w tej sferze, w okresie średniowiecza, to przede wszystkim … polskie źródła. Takich można znaleźć multum, nawet na stronach polskich muzeów geologicznych. Informacje jakie tam się znajdują są żywcem skopiowane z naszych, karkonosko-izerskich przewodników z dawnych lat, które wziąłem już  wcześniej pod analizę. A więc jest to wtórne – skoro „wszyscy” piszą, że już w średniowieczu w Sudetach i innych górach Europy Środkowej Walonowie działali ze świetnymi wynikami, to napiszmy i my, teraz, na swoich stronach i w swoich materiałach. Z powojennej  literatury, w której Walonów przedstawiono właśnie w ten sposób, korzystali kolejni autorzy, a po nich kolejni i następni. Nikt z nich się nie powołuje na żadne źródła zagraniczne, a to przecież w nich trzeba by szukać prawdy o tamtych czasach (w końcu dotyczą Walonii czy Węgier). Nie jest dobrze, bo może się okazać, że to my doszywamy Walonom fałszywą historię.  Obcojęzyczne źródła nie potwierdzają, że w dobie średniowiecza są oni wybitnymi w dziedzinie metalurgii i wynajdywaniu rud i kruszców. Owszem, uważa się Walonów za specjalistów od żelaza, którzy przerabiali żelazo w pionierski sposób, ale dopiero pod koniec średniowiecza. Zapoczątkowali to w XIV wieku (po 1345 roku), pod koniec tego wieku eksportowali technologie do Francji, a do końca wieku XV rozchodziła się ona po Anglii. To wydarzenia zbyt późne by mogły być argumentem za działaniami Walonów pod Śnieżką i Szrenicą już w XII czy XIII wieku. Ale przeglądając dziesiątki różnych źródeł, zauważyłem że temu zagadnieniu poświęca się bardzo mało uwagi, gdzieniegdzie raptem kilka, kilkanaście linijek. Nie wychodzi na to, że Walończycy byli potęgą wydobycia i przetwarzania kruszców w ówczesnej Europie i nie eksportowali swoich eksploratorów i poszukiwaczy skarbów po dworach całej Europie. Ich technologia pochodząca z późnego średniowiecza (co trzeba podkreślić) zawędrowała do Francji i Anglii, ale dość późno. W toku poszukiwań w końcu natrafiłem na liczne doniesienia historyczne, że jednak migrowali wraz ze swoimi umiejętnościami po Europie, na północ, do Szwecji, właśnie żeby pracować przy żelazie, ale dopiero w … początkach XVII wieku (od 1620 roku).

Uważnie przeglądałem treść książki autorstwa Ś.P. Przemysława Wiatera Walonowie u Ducha Góra. O tej pozycji, w tym materiale już wspominałem i będę wspominał wielokrotnie, bo jest w niej sporo interesującej treści. Autor był członkiem Bractwa Walońskiego, ale również regionalistą i przewodnikiem sudeckim. Przybliża on różne znane fakty historyczne o Walonach i walonach (tych prawdziwych i tych naszych), przytacza liczne podania i legendy. Doceniam wartość jego twórczości, ale nie jestem fanem „warsztatu” jakim operował ten pisarz i uważam, że nie poświadcza ona obecności Walonów w Sudetach. Dlaczego? Treści w niej nie ma wiele, jak na książkę. Bez spisów treści i bibliografii mamy 95 stron tekstu napisanego nie najmniejszą czcionką i na tych 95 stronach jest wklejone dokładnie 101 zdjęć czy grafik. Niektóre są większe inne mniejsze, ale nieważne, skupmy się na treści. Przyjrzyjmy się uważnie rozdziałowi 3. zatytułowanemu „Skąd Przybyli Walonowie?”. Ta książka to najbardziej rozbudowana publikacja o domniemanych Walończykach, innej, traktującej ten temat szerzej nie ma. Rozdział ma 8 stron, kilka grafik i zdjęć. Tu powinna się znajdować uwarunkowanie historyczne i dowody historyczne na obecność Walonów w Sudetach. Na 1. stronie (w książce strona nr 19.) mamy krótki, ogólny opis Walonów jako poszukiwaczy skarbów, potem cytat Agricoli o zasobach ziemi, i rozpoczyna się opis Walonów, tych celtyckich (później romańskich) z walońskiej Walonii. Padają tam ogólniki, ale też są wymienione ich niezwykłe umiejętności m.in. że byli (…) wysoko cenionymi na dworach europejskich specjalistami w zakresie wydobycia bogactw naturalnych (…)”. Nieco poniżej, już na kolejnej stronie, autor przytacza ich zasługi. Poniżej zamieszczam skan tego fragmentu, żebyście mogli sami się temu przyjrzeć. Przypominam, że to rozdział o przybyciu Walonów w Sudety. I tutaj mamy ogromną niespójność w tekście. Na 2. stronie wypisane są kolejne niezwykłe umiejętności i zasługi już na arenie międzynarodowej. Przyjrzałem się im bardzo uważnie i jestem trochę w szoku, bo nie ma tu niczego co by miało uargumentować przybycie i efekty prac Walonów w Sudetach. Chronologicznie to nie ma sensu. Informacje tam zawarte dotyczą technologii towarzyszącej obróbce żelaza, którą, owszem, Walonowie opatentowali, ale dopiero po 1345 roku. Potem wymienione są zasługi przy odkryciu i eksploatacji miedzi w Szwecji, w Falun. Nie udało mi się znaleźć żadnego potwierdzenia w szwedzkich źródłach jakoby mieli mieć przy tym udział Walonowie, a informacja, że Falun stało się największym ośrodkiem produkcji miedzi w Europie jest prawdziwa, ale to się stało … dopiero w XVII wieku. Dalej jest o eksploatacji przez Walonów, znowu w Szwecji, ale tym razem rud żelaza. I tu się wszystko zgadza. Walonowie byli siłą napędową i nawet chyba inicjującą te działania, ale … dopiero po 1620 roku. W kolejnym akapicie pojawia się słowo średniowiecze, a w kolejnym jest ogólny opis jak hipotetycznie Walonowie mogli się adaptować do miejsc w które docierali od XII wieku. Informacje takie, jak opatentowanie jakichś technologii w XIV wieku, czy migracja do Szwecji w XVI wieku w żaden sposób nie przybliża nas do odpowiedzi czy Walonowie mieli u nas zapoczątkować górnictwo i hutnictwo począwszy od XII czy XIII wieku. Część w ogóle jest nieprawdziwa, a reszta ma miejsce zbyt późno. Tak więc nie ma tu żadnych argumentów za. NIC TU NIE MA!


Idźmy dalej. Strona 2. i 3. to opis walońskiej kolonizacji Wrocławia, Oławy i Namysłowa, o której już pisałem wcześniej. Strona 4. to przypomnienie opisywanej już przez Stecia i Walczaka migracji do Siedmiogrodu, do kopalń złota (ten temat też sprawdziłem, a wyniki znajdziecie w dalszej części). Dalej jest kilka zdań o akcji osadniczej książąt i duchowieństwa na Śląsku. w XII wieku, a potem pół strony o pochodzeniu nazwy. Kolejny akapit jest bardzo ciekawy, bo on próbuje nam wyjaśnić, że  uogólniona nazwa Walonowie może się wziąć od słowiańskiej ludności. Ten akapit brzmi następująco: „(…) Przypuszczalnie miejscowa, w szczególności słowiańska ludność zamieszkująca Przedgórze Sudetów, niezbyt dokładnie lokalizowała kraj pochodzenia tych czy innych obcojęzycznych przybyszów, dla których jako poszukujących minerałów, kamieni szlachetnych i ozdobnych przyjęło się powszechnie używane określenie jako Walonów (…)”. Rozumiem to w ten sposób, że błędna nazwa Walon miałoby być używana przez Polaków już setki lat temu, bo nie ogarniali oni geografii. Przypuszczalnie. Ciekawa teza, chociaż jak autor sam podkreślił to tylko przypuszczenie. Ale to ważny akapit, bo potwierdza, że autor rozumie, że nazwa jest mylna i próbuje doszukać się źródła tej pomylonej nazwy, a być może zrzuca winę na polskich wieśniaków ze średniowiecza. Na tej samej, 5. stronie połowa tekstu już nie jest o ich pochodzeniu, a o ich metodach wyszukiwania rud czy o alchemii z którą byli zaznajomieni. Na 6. stronie jest o tym, że mogli też być myśliwymi, a także że mogli znać się na ziołach i nawet dać początek karkonoskim laborantom. Na kolejnej 7. stronie jest następna legenda gdzie pada coś czego się nie spodziewałem – „LEGENDA POTWIERDZA”. Tak! To naprawdę możemy tam przeczytać. Legenda coś …POTWIERDZA!


Legenda o Szewczyku Dratewce potwierdza obecność smoków w polskiej herpetofaunie doby średniowiecza. Ale zostawmy to, bo to i tak mało istotny wątek w naszej sprawie. Wybaczcie odrobinę kpiny, ale chciałem podkreślić absurdalność takiego sformułowania.

Dalej w tym rozdziale, jest kilka zdań o duchu gór i Walonach, a na ostatniej, 8. stronie, z tego rozdziału pojawia się wątek legendarnego Laurentiusa Angelusa (któremu będzie poświęcona, cała druga, również obszerna, część materiału. Ostatnie pół strony jest o zapotrzebowaniu na metale w średniowiecznej Europie itd I koniec rozdziału.

Jak sami widzicie, w najbardziej obszernym dziele o Walonach, w najważniejszych rozdziale dotyczącym ich pochodzenia, mamy zaledwie 8 stron tekstu, z czego połowa jest o legendach lub zupełnie innych kwestiach, 2 strony są o osadnictwie pod Wrocławiem, i co już wiemy, chodzi o sukienników, kupców lub chłopów, którzy nigdy nie zajmowali się poszukiwaniami bogactw naturalnych. Pozostała treść to ogólniki, stawianie tez czy może przypadkiem nie zbierali też ziół, a najważniejsze pół strony, które miało uargumentować ich przybycie w Sudety , to opis walońskich dokonać z wieków późniejszych, nawet z wieku XVII, w różnych obszarach świata … tylko nie tutaj. W tym miejscu drogi Czytelniku już wszyscy wiemy, że od XIV wieku mamy tu eksploratorów z Włoch, głównie z Wenecji, więc poszukujemy odpowiedzi na pytanie kto tu eksplorował teren wcześniej. I w tej publikacji nie ma w tym temacie żadnych konkretów. Żadnych potwierdzeń. Nic co powiązało by rodowitych, prawdziwych Walonów, z Sudetami, z Kowarami, z Karpaczem czy Szklarską Porębą. Zero Konkretów!

Poświęciłem też trochę czasu na wątek migracji ekspertów w dziedzinie górnictwa pochodzących z Walonii, po średniowiecznej Europie.

W polskich przewodnikach możemy wyczytać, że w XII wieku Walonowie byli zaproszeni przez króla Węgier, aby pomóc mu w reaktywacji kopalń złota w Siedmiogrodzie, które były użytkowanie już w czasach rzymskich. Znów się pojawia XII wiek, czyli moment w którym w Kowarach doszukuje się pojawienia Wawrzyńca Anioła! Warto tę zbieżność odnotować. Przeszukiwałem internet aby znaleźć jakieś potwierdzenie tych węgierskich zaprosin i migracji Walonów do Siedmiogrodu, ale mi się to nie udało. W publikacji wydanej w Budapeszcie w 1989 roku przez Węgierski Instytut Geologiczny (Hungarian Geological Institute) i Węgierskie Towarzystwo Geologiczne pt „History of Mineral Exploration in Hungary until 1945” wyczytać można za to takie zdanie: „(…) Od okresu trwającego od podboju Węgrów (896 r. n.e.) do mongolskiej inwazji na Węgry (1241—1242) nie ma wiarygodnych danych dotyczących produkcji metali szlachetnych na Węgrzech. Wydaje się jednak, że dowody poszlakowe dowodzą, że już od początku prowadzono produkcję na dużą skalę, zwłaszcza w przypadku srebra (…)”. Czyli węgierscy eksperci z dziedziny twierdzą, że nie ma wiarygodnych danych w tej materii na interesujący nas XII wiek, ale My, tu na południu Dolnego Śląska takie posiadamy i wiemy, że w tym czasie Walońscy mistrzowie od górnictwa byli tam zapraszani i dokonywali reaktywacji kopalń złota. Węgrzy tego nie wiedzą, a My wiemy. Ok. Dalej możemy przeczytać jeszcze „(…) Szkody spowodowane przez inwazję mongolską miały poważny wpływ również na produkcję metali szlachetnych na Węgrzech. Osady górnicze prowadzone przez ludność węgierską, słowiańską lub niemiecką zostały zniszczone, górnicy zostali zabici, a sprzęt zniszczony. Odbudowa miast i kopalni została przeprowadzona poprzez zaproszenie i osiedlenie górników wyłącznie z zachodu, głównie z Niemiec. W ten sposób przygotowano możliwości rozkwitu produkcji złota w następnym stuleciu. Niemieccy górnicy przywieźli ze sobą różne techniki i systemy pracy oraz wykorzystali swoją bardziej zaawansowaną wiedzę. W ciągu stulecia przeszukali wszystkie możliwe złoża rud metali nieżelaznych i zaczęli je eksploatować (…)”. Nie ma Walonów, ani przed najazdem mongolskim, ani później. Nie pojawiają się w tej publikacji ani razu! Ani razu! Możecie sprawdzić sami, jest ona dostępna w tym miejscu: History of Mineral Exploration in Hungary until 1945. Sformułowania określające „górników z Zachodu, głównie niemieckich” oczywiście nie wykluczają udziału Walonów w tych procesach, ale jednocześnie ich nie potwierdzają. Jeśli w nich brali udział to zostali zmarginalizowani. Ale nie wiem czy w ogóle można w ten sposób rozumować, w końcu żeby udowodnić daną tezę, trzeba wykazać dowody twierdzące, a nie wykazać jedynie brak dowodów przeczących. Odnośnie Walonów na Węgrzech to poświadczone jest ich osadnictwo na Spiszu (dziś Słowacja, dawniej Górne Węgry) w XII wieku. Publikacje naukowe o tym zagadnieniu twierdzą, że ściągano tam osadników z krajów niemieckich oraz sąsiedniej Walonii aby ożywić gospodarczo region, ale mieli też oni strzec granicy. Istnieją dokumenty opisujące ich obowiązki wojskowe. Istnieją też przesłanki, że Walonowie byli tam kamieniarzami i pomagali budować słynny Zamek Spiski. Ani słowa o górnictwie, o mistrzostwie w zakresie metalurgii. Skąd zatem biorą się nasze opowieści o takiej sekwencji zdarzeń? Nie umiem odpowiedzieć.

W historii Walonów pojawiają się też wątki osadnictwa na terenie Niemiec, gdzie od XIII wieku się osiedlają i handlują rudami, ale dalej można wyczytać, że oni tam handlują towarami, których u siebie nie posiadają takimi jak np. miedź, są zatem kupcami.

Natrafiłem też na ciekawy wykład archeologa Dr Pawła Cembrzyńskiego specjalizującego się w dziejach średniowiecznych i wczesnonowożytnych miast Europy Środkowej, o średniowiecznych miastach górniczych. (możecie go obejrzeć tutaj: https://www.youtube.com/watch?v=vGFdNUnrEp4&t=2920s&ab_channel=InstytutHistorycznyUWr). Prelegent opowiada w nim, choć w sposób bardzo skrótowy, o górnictwie z interesującego nas okresu na interesującym nas obszarze – w Europie. I nie pojawia się w nim ani Walonia, ani „wiodący prym na kontynencie eksperci z dziedziny metalurgii” pochodzący z Walonii. Autor wymienia centra górnicze czy również narody, które wyróżniały się wówczas w tej dziedzinie. Liczyłem, że może pojawią się tu Walonowie, ale niestety. Podczas prelekcji prezentuje slajd z mapą Europy na którą naniósł najważniejsze centra górnicze w średniowiecznej Europie do wieku XIII. Walonia nie jest na tej mapie zaznaczona (mapa poniżej).

This slideshow requires JavaScript.

 

W kontekście rozwoju górnictwa na obszarze od Niemiec po wschodnią Słowację (współcześnie) czy Węgry, przed XIII wiekiem, autor wymienia m. in. ośrodek górniczy z Sudetów Zachodnich, ten lwówecko-złotoryjski związany ze złotem, ośrodek ze wschodu Sudetów związany z Głuchołazami i Złotym Stokiem, a także inne znajdujące się w Rudawach, na wyżynie Morawsko-Śląskiej (słynna Kutna Hora) czy ośrodki z obszaru Słowacji. Natomiast na temat tego, kto był związany z zapoczątkowaniem w tych nowo powstających ośrodkach górnictwa wypowiada się następująco: ” (…) Wraz z tym przełomem, przychodzi nowe z zachodu, przychodzą górnicy z terenu niemieckojęzycznego, z nową wiedzą, nowymi pomysłami, nowym kapitałem (…)” (od 8min15sek). Walonów nie wymienia. Walonia nie była i nie jest terenem niemieckojęzycznym, język waloński jest językiem romańskim, a gdyby ktoś miał tu wówczas upraszczać to by go wrzucił do jednego worka z językiem francuskim, bo te języki są do siebie podobne (niektórzy uważają waloński za dialekt francuskiego). Oczywiście, to tylko wykład, slajdy, mapa, kilka zdań i to nic nie musi mówić. Jest to natomiast zgodne z tym co przedstawiają wszystkie źródła, które przeanalizowałem, że Walonowie i sama Walonia zasłynęła w zakresie metalurgii i górnictwa dopiero w wieku XIV. To niczego nie ujmuje Walonom, ale raczej nie przybliża nas do potwierdzenia tezy, że Walonowie w XII, idąc na Węgry, osiedlili się w Górach Harzu, w Rudawach czy w dolinie Jedlicy pod Rudnikiem, w dolinie Łomniczki pod Śnieżką i rejonie Szklarskiej Poręby.

Ale w końcu znalazłem! Jeśli chodzi o metale i prace z nimi, to podczas poszukiwań odkryłem jeszcze postać Walona Renier’a de Huy, który w XII wieku był wybitnym metalo…plastykiem i rzeźbiarzem, ale nie ma to nic wspólnego z fachem, którego poszukujemy. Przykro mi, ale zdaje się, że forsowane w naszych przewodnikach zasługi tej grupy etnicznej w XII wieku, są mocno wyolbrzymione, a te które są autentyczne pochodzą z innych regionów (czy to z Francji, Anglii czy Szwecji) i dzieją się „po fakcie”, w czasach późniejszych, począwszy od połowy wieku XIV po nawet wiek XVII.

10. PODSUMOWANIE

Oczywiście możliwe, że te wszystkie informacje znajdują potwierdzenie, ale trzeba im poświęcić jeszcze więcej czasu. Przeszukiwałem strony internetowe w językach krajów, których dotyczyły fakty. Sprawdziłem mnóstwo angielskich, niemieckich, francuskich a nawet węgierskich haseł w różnych internetowych encyklopediach. Przeglądałem dziesiątki obcojęzycznych publikacji specjalistycznych, żeby odnaleźć potwierdzenie informacji opisywanych w naszych przewodnikach. Bezskutecznie. Niestety. Skąd więc wzięli taką wiedzą pierwsi autorzy historii o sudeckich poszukiwaczach rud i kamieni szlachetnych? Nie udało mi się tego ustalić. Zdaje się, że ogólna historia Walonów z Walonii wygląda inaczej, a My na potrzeby wyjaśnienia mglistych, pozbawionych źródeł pisanych czasów i faktów, na siłę próbowaliśmy łączyć fakty. Skutek? Stworzyliśmy np. Walończyków z Florencji i mimo, że minęło od końca wojny już 80 lat, to dalej przeinaczamy historię. Smutno się patrzy na tablice dydaktyczne Szlaku Walońskiego. Któregoś razu jakiś Czech mnie zapyta przy jednej z nich, dlaczego tych Włochów z Wenecji opisujemy jako by byli z Walonii? I co mu wówczas odpowiedzieć? O to samo oby nie pytał mnie Niemiec, albo Francuz, a już na pewno bym nie chciał być o to spytanym przez belga z Walonii. Co odpowiedzieć? Pomieszało się! Tzn. namieszaliśmy, dawno temu. Ale jest garstka osób która próbuje to odkręcić  BO kiedyś trzeba to odkręcić!

Koniec części pierwszej!

CZĘŚĆ DRUGA: KTO WYMYŚLIŁ WAWRZYŃCA ANIOŁA?

11. POCZĄTEK KOWAR

O wymienionej w tytule postaci nie sposób nie słyszeć i nie czytać, gdy ktoś pasjonuje się historią Sudetów Zachodnich, rejonu jeleniogórskiego, Karkonoszy, Kowar czy dziejami tutejszego górnictwa. Mój kontakt z wiedzą o tej postaci był w początkach bardzo jednoznaczny – to założyciel Kowar, odkrywca złóż w górze Rudnik nad Kowarami. Koniec. Kropka. Mijały jednak lata, moja wiedza i sposób patrzenia na region ewoluowała. Zacząłem stawiać niewygodne pytania, samemu sobie. Doszła do tego również literatura fachowa w której również pojawiały się pytania tego samemu typu. Stąd dzisiejszy materiał.

Absolutnie nie chciałbym umniejszać historii Kowar, bo jestem ich wielkim fanem i uwielbiam tą miejscowość pod względem geograficznym, historycznym, geologicznym czy przyrodniczym. To niezwykłe miejsce. Samo odejście od pewnych założeń dotyczących tak odległej historii niewiele zmienia w moim postrzeganiu tej przestrzeni i również niewiele powinno to zmienić w postrzeganiu innych. Ale jest coś takiego jak poprawność historyczna i to w związku z nią tworzę ten materiał. Ciężko przejść, niewzruszenie obok, gdy słyszę lub widzę, gdy informacje nie poparte faktami są uważane za fakty i nie wdziera się w tą narrację choćby nutka niepewności. Sporadycznie zdarzają się przypadki dopisków typu „według legendy”, „niewykluczone, że już w XII wieku”, czy „hipotetycznie” albo „istnieją przesłanki, aczkolwiek niepotwierdzone faktami, że …”. Zbyt rzadko. Czas to zmienić.

A tu jeszcze jeden z przykładów powielania błędnych informacji i usunięcia z narracji powojennych autorów, że to tylko wg legendy. Screen ze strony https://swieradow-zdroj.pl/


12. ANIOŁ W KOWARACH!

Jednym z „Walończyków”, którzy pojawili się w Sudetach, miał być Laurentius Angelus czyli wspominany już wielokrotnie Wawrzyniec Anioł. Miał on w 1148 roku odkryć rudy żelaza w górze Rudnik nad Kowarami, a w 1156 roku odkryć złoża miedzi w Miedziance.

W setkach miejsc te informacje są podawane jako fakty historyczne, począwszy od stron lokalnej administracji, przez liczne strony urzędowe, po chociażby stronę Dolnośląskiej Organizacji Turystycznej czy nawet w materiałach  Karkonoskiego Parku Narodowego czy w renomowanym National Geographic.


Ewidentnie nie ma w tych opisach kszty wątpliwości co do tych informacji, Konkretna data, konkretny fakt! Nie pojawia się, żadne „wg legendy” ani nawet „możliwe, że …”. Napisano to ja fakty! Tak było! Są na to Brzmi jakby były na to źródła historyczne! I tak to się kręci.  Warto by się jednak dobrze przyjrzeć czy faktycznie to prawda, lub ile w tym prawdy i skąd się to w ogóle bierze.

W wielu miejscach postać Wawrzyńca Anioła określana jest jako mityczna, półlegendarna lub legendarna. Dlaczego w ten sposób? Skąd ta rozbieżność? Są miejsca, w których zdrowa wątpliwość się pojawia. Chociażby na wikipedii w zakładce z kalendarium historycznym Kowar.


Świetny regionalista, przewodnik sudecki (który uczył mnie na kursie przewodnickim! Pozdrawiam Grzegorz!) i zarazem mieszkaniec Kowar Grzegorz Schmidt, na jednym z portali napisał w sposób bardziej wyważony historycznie: (…) Ze źródeł znany jest nawet założyciel osady – gwarek waloński Laurentius Angelus. Ale czy to prawda histo­ryczna? Szkiełko i oko każą sądzić, że bliżej początkom Kowar do legendy niż wiary­godnych faktów (…)”. Takie podejście do tej kwestii zdaje się bardzo słuszne.

Dlaczego?

Po tym przydługim wstępie, przejdźmy do meritum.

13. WAWRZYNIEC ANIOŁ – ANALIZA!

Spróbuję to wyjaśnić w możliwie najprostszy sposób.

O tej postaci możemy przeczytać w dziesiątkach jak nie setkach źródeł pisanych, ale … pierwsza wzmianka pojawia się dopiero w 1667 roku! W tym roku została wydana kronika autorska świdnickiego kronikarza E.I. Naso Phoenix redivivus Ducatuum Svidnicensis et Jauroviensis. Der wiederlebendige Phoenix der beiden Fuerstenthuemer Schweidnitz und Jauer„. To z niej dowiadujemy się o odnalezieniu rud żelaza w Kowarach przez Wawrzyńca Anioła w 1148 roku, o odnalezieniu ołowiu i miedzi w Miedziance w 1156, a także że w 1158 roku, z polecenia Bolesława Kędzierzawego, w miejscu dzisiejszych Kowar powstaje osada założona przez przybyłych tu w liczbie 200 kuźników. Przytacza on również legendę o tutejszych wilkach próbujących wykraść kobiecie dziecko i wzmiankuje również kaplicę wybudowaną na miejscu obecnego kościoła już w 1225 roku. Tak głosi kronika Naso.

WSZYSTKIE KOLEJNE WZMIANKI POCHODZĄ OD TEJ JEDNEJ! Źródło jest tylko jedno!

Naso nie powołuje się na żadne źródła z których miałby czerpać. Wszystkie późniejsze źródła pisane są kopią, przekształceniem lub rozbudowaniem informacji zawartych w kronice Naso. Natomiast warto przyjrzeć się uważniej temu co ta kronika głosi bowiem pojawiają się w niej niezwykłe informacje, a ponadto panuje w niej spory misz-masz. We fragmencie o Kowarach pojawia się informacja, że pierwszą kaplicę, już w 1225 roku, wybudował wspomniany Wawrzyniec Anioł (z pomocą gwarków). Tylko pomiędzy odkryciem złóż żelaza w 1148 roku, a budową kaplicy jest … 77 lat różnicy. Wawrzyniec Anioł musiałby zatem żyć ponad 100 lat, a może i ze 130-140 lat. Mistrzem górniczym pewnie nie został jako 20-letni chłystek, tylko to wymagało czasu. Jeśli np mistrzem górniczym został mając 48 lat, czyli urodził się w 1100 roku a kaplicę budował w 1225 roku to miałby wówczas 125 lat. Zakładając, że powędrował w Sudety w nieco młodszym wieku, dopuszczając tym samym możliwość, że mistrzem górniczym był już w wieku 30 lat to i tak miałby wybudować kaplicę w wieku107 lat. A to średniowiecze, ludzie żyli o wiele krócej niż współcześnie.

Dziwi również, że wymienione w kronice Naso wiadomości, nie pojawiają się nigdy wcześniej, nigdzie indziej.  Skąd je Naso wziął? Bardzo precyzyjnie wymienia konkretne daty, kronika jest bardzo dokładna. Żadne inne źródła, ani wcześniejsze, ani późniejsze, nie potwierdzają tych dat, tej postaci, ani tych wydarzeń, choćby w przybliżeniu. Wszystko jest kopiowane i obudowywane dodatkami.

14. KRONIKARZ FANTASTA?

W tym miejscu warto zadać sobie pytanie o samą kronikę Naso. Czy możemy jej zawierzyć na słowo? W dalszej części przytoczę kilka innych zapisków pochodzących z tej kroniki i przeanalizuję pod kątem poprawności historycznej.

Wzmiankuje on m. in.  o początkach Zamku Książ. Pisze, że zamek został zbudowany przez Bolesława Kędzierzawego w 1168 roku (fragment zamieszczony poniżej). W rzeczywistości, historia zamku Książ rozpoczyna się w 1288 roku i związana jest z księciem Bolkiem I, wcześniej był w tym miejscu „drewniany” gród. Skąd Naso wziął takie informacje oraz dokładną datę? Tego nie wiadomo! W tym przypadku informacje jakie znajdują się w jego kronice trzeba uznać za nieprawdziwe, ponieważ nie posiadają żadnego odzwierciedlenia w faktach.


Naso pisze również o początkach Chełmska Śląskiego. Podaje nawet datę budowy zamku – 1207 rok, oraz wymienia ród rycerski, który miał tego dokonać – von Schönberg. Pisze również, że w 1214 roku powstaje już miasto Chełmsko Śląskie. Fakty historyczne znajdujące potwierdzenia w źródłach pisanych opowiadają jednak inną historię – Chełmsko Śląskie po raz pierwszy wzmiankowane jest pod koniec XIII wieku, a ród rycerski wymieniony przez Naso, nie pojawia się już nigdy nigdzie, w żadnych innych źródłach. Skąd Naso wziął te daty, ten ród i inne informacje? Tego nikt nie wie, ale śmiało, informacje zawarte w jego kronice można (a nawet należy) uznać za nieprawdziwe.

Z kroniki Naso można wyczytać również o początkach Lubawki. Pojawiają się zaskakujące informacje, między innymi opisał dwie sąsiadujące góry – pierwsza z nich, nazywana Tatarską Górką (Tatter-Berg), na której w 1241 roku mieli stacjonować Tatarzy, a na sąsiednim szczycie miał zostać pochowany poległy w walce z mongołami graf Stubenberg. W tym przypadku również, żadne inne źródła nie potwierdzają takich wydarzeń w tym miejscu. Przemysław Wiszewski, autor książki „Świat na pograniczu. Dzieje Lubawki i okolic do 1810 r.„, po przytoczeniu tych informacji tak skomentował spisane przez Naso wiadomości: „(…) W swojej opowieści dziejopis połączył kilka lokalnych tradycji, trudno jednak mówić o ich spójnej kompilacji. To raczej próba usytuowania tego miejsca w mitologicznej czasoprzestrzeni Śląska poprzez połączenie go z tradycją tatarską (…)”. Tak więc i w tym przypadku kronika Naso nie znajduje żadnego potwierdzenia w faktach, a informacje które z niej pochodzą nie występują nigdzie indziej i trzeba je uznać za nieprawdziwe. Wiszewski napisał to bardziej poetycznie, ze sporą delikatnością, ale jego przekaz jest taki sam.

W przypadku Wałbrzycha, Naso pisze, że już w 1191 roku istniała tu polana na której rósł wielki orzech, a obok niego stała drewniana chata myśliwska i kościółek w którym było źródło leczniczej wody. Natomiast pierwsza pisemna wzmianka o istnieniu Wałbrzycha pochodzi z 1305 roku. Naso, jak się już domyślacie, jest jedynym, który opisuje takie wydarzenia i dodatkowo opatruje je dokładną datą. Natomiast sąsiadujące z Wałbrzychem uzdrowisko Szczawno-Zdrój, pierwszy raz jest wzmiankowane w słynnej Księdze Henrykowskiej w 1221 roku. Tym samym, po raz kolejny, informacje z kroniki Naso należy uznać za nieprawdziwe.

Takich przykładów można by wyliczyć dużo więcej np w kwestii murów miejskich Świdnicy, o których Naso pisał, że wybudował je Bolko I w 1298 roku, a szereg źródeł historycznych łączy ich powstanie z kimś innym i już przed 1285 (istnieje dokument, w którym są już one wzmiankowane), a więc w momencie o którym pisze Naso, mury musiały już być, choćby częściowo zbudowane. Tym samym informacje z kroniki Naso można uznać za nieprawdziwe, albo nieprecyzyjne, bo możliwe, że Bolko I zlecił rozbudowę murów (ale nie był inicjatorem fortyfikowania w ten sposób miasta Świdnicy).

W przypadku Dobromierza, Naso pisze o murowanym ratuszu, znajdującym się na środku placu rynkowego, który ma stać tam „już od dawna”. Natomiast wg źródeł pisanych, pierwszy ratusz w centralnej części rynku stanął dopiero w 1711 roku, czyli zdecydowanie później, gdy autor już zakończył żywot. Tym samym informację z kroniki Naso możemy uznać za niepotwierdzoną.

Kolejny przykład dotyczy Gryfowa Śląskiego. Naso opisuje, że miasto zostało założone w 1242 roku przez Bolesława Rogatkę (zwanego też Łysym). Historycy są co do tej daty sceptyczni, pierwsza pisemna wzmianka o tej miejscowości pochodzi z 1249 roku. Tylko u Naso pojawia się „1242r.”, u nikogo innego.  W publikacji Angeliki Kosieradzkiej z Politechniki Wrocławskiej „Miasteczka w strukturze sieci miejskiej księstw jaworskiego, świdnickiego i ziębickiego w XIV i XV wieku” można wyczytać komentarz dotyczący usytuowania w dziejach początków Gryfowa Śląskiego przez omawianego kronikarza. Oto on: „(…) W związku z tym, że nie można dzisiajzweryfikować tych wiadomości, należy podchodzić do nich ze szczególną ostrożnością. Dotyczy to wzmianki pochodzącej z kroniki Nasona, zgodnie z którą miasteczko miało być lokowane w 1242 r. przez księcia Bolesława Rogatkę, choć wydaje się ona być możliwa (…)”. Jak widać i w tym przypadku mamy do czynienia z konkretną datą, którą uznać należy za niepotwierdzoną! Co ciekawe, na oficjalnej stronie miasta znajduje się kalendarium historyczne i tam ta data jest podawana jako fakt: „W 1242 r. Gryfów otrzymał prawa miejskie od Bolesława Łysego. Ściągał on osadników do Gryfowa, aby bronili miasta i stanowili straż miejską. Z tego skrzętnie korzystali Niemcy.”. To ten sam schemat działania, który ma miejsce w kontekście początków Kowar i odkrycia rud żelaza przez Wawrzyńca Anioła.

Naso opisywał również początki Mieroszowa, z jego kroniki wyczytamy, że miasto miało powstać w 1325 roku. Natomiast pierwsza udokumentowana wzmianka o tym mieście pochodzi z 1350 roku. Na komentarz odnośnie tej informacji zawartej w kronice Naso możemy również trafić w wymienionej w poprzednim akapicie publikacji autorstwa Angeliki Kosieradzkiej: „(…) Początki Mieroszowa są bardzo niepewne, ponieważ nie zachował się ani akt lokacyjny ani żadne inne udokumentowane poświadczenie, na podstawie którego możliwe byłoby bliższe określenie momentu założenia miasta. Jedyny przekaz na ten temat pochodzi z kroniki Nasona, który twierdzi, że Mieroszów lokowany został w 1325 r. Pomimo, że historycy nie biorą tej daty za pewnik, to wskazują na wysokie prawdopodobieństwo lokacji Mieroszowa w tym okresie (…)”. Uznanie tej daty za prawdopodobną nie czyni jej prawdziwą, a tym samym to kolejna informacja z kroniki, którą trzeba uznać za niepotwierdzoną i nieprawdziwą … chociaż prawdopodobną.

Szczególnie te dokładne daty wzbudzają we mnie niedowierzanie, ponieważ sam kronikarz żył niemal pół tysiąca lat później i nie posiadał innych źródeł pisanych.

Świdnicy dotyczy jeszcze jedna wzmianka z kroniki Naso. I ta w sposób dobitny pokazuje jak „pracował” Naso, jaki miał warsztat metodologiczny. Opisał on wydarzenia, które doprowadziły do powstania Świdnicy, miasta w którym żył i tworzył autor. Naso pisze, że … UWAGA … w 755 roku, wódz o imieniu Świdno, przemierzał pogański wówczas Śląsk aby zdobyć zamek Ascenburg, który znajdował się na szczycie Ślęży. Miał w nim być przechowywany wielki skarb. Oblężenie się przeciągało w czasie, aż nadeszła zima. Wówczas wojowie, założyli nad rzeką zwaną Bystrzycą obóz. Wkrótce jednak Świdno porzucił próbę zdobycia zamku i odjechał, ale część wojów zdecydowało się pozostał w obozie, który nazwano na cześć wodza – Świdna. Tak wg Naso powstała Świdnica. Oczywiście informacje w niej zawarte należy traktować jako legendę, ale to dobrze ilustruje co pisał Naso. Podaje on dokładną datę, chociaż żył prawie 900 lat później! Pojawiają się konkretne nazwy, a nawet konkretny zamek na Ślęży. Zamek na Ślęży oczywiście się znajdował, ale powstał 5 wieków później. Mamy więc do czynienia z tekstem, który można określić, w pełnym tego słowa znaczeniu, legendą! Kronikarz cofnął się w tym przypadku aż o 900 lat względem swojego życia, być może dlatego, że bardziej emocjonalnie podchodził do kwestii początków swojego miasta.

To tylko przykłady informacji zawartych w kronice Naso, a można by takich przytoczyć więcej. Ale mam nadzieję, że rozumiecie co chciałbym Wam przekazać. Kronika Naso zawiera mnóstwo niepotwierdzonych informacji stojących w sprzeczności co do innych źródeł pisanych. Niektóre fragmenty muszą więc być wymysłem autora. Jeśli coś miało się wydarzyć w 1148 roku, a nikt przez 500 lat o tym nie napisał, to skąd Naso miałby się o tym dowiedzieć (skoro nie powołuje się na żadne źródła), i skąd miałby uzyskać precyzyjne informacje co do rodów, nazwisk czy dokładnych dat. I tak jest w ogromnej ilości przypadków, wszędzie mamy do czynienia z tym samym scenariuszem. Przyznajcie sami, że to jest nieprawdopodobne. Kronikarza Naso można więc uznać za autora, który sporo nawymyślał – był legendopisarzem. Tak trzeba traktować informacje, które podaje jego kronika, a przynajmniej te odległe o kilka wieków od  czasów w których żył autor. Oczywiście, w kronice pojawiają się również prawdziwe informacje, ale mowa tu o tych, które są bliższe czasom życia autora. We wzmiankowanej już pubikacji Angeliki Kosieradzkiej, we fragmencie dotyczącym początków Wałbrzycha można wyczytać takie zdanie: „(…) Początki miejscowości nie są znane. Jedyne wzmianki o starszym niż XIV-wieczne osadnictwie pochodzą z kroniki E. I. Naso i mają charakter legendarny (…)”. Analogicznie, pozostałe opisy tego kronikarza, w tym te dotyczące m. in. Kowar, należy uznać, że mają charakter legendarny.

Ale wróćmy do ich opisu …

W 1148 roku Wawrzyniec Anioł odnajduje rudę żelaza, a 10 lat później powstaje osada. Nikt o tym nie wie, pod koniec wieku XII, ani XIII, ani w XIV, ani w XV, ani nawet w XVI, i to dopiero w 2. połowie XVII wieku prawda wychodzi na jaw? Naso bez badań archeologicznych, nie wskazując na żadne źródła, wymienia z „imienia i nazwiska”, z dokładną datą, moment powstania Kowar, a także moment budowy pierwszej kaplicy? Jest to możliwe? W całej kronice ten schemat powiela się w dziesiątkach przypadków. Wymienia w niej setki faktów, dokładne daty, dane personalne powiązanych z nimi osób. Bez zająknięcia. Naso wszystko wie, mimo,, że  upłynęło już pół tysiąca lat. Nie da się ukryć, że nie brzmi to zbyt prawdopodobnie! Ale przyjrzyjmy się innym źródłom pisanym o początkach Kowar.

Sceptycznie co do informacji zawartej w kronice Naso podeszli autorzy Słownika Geografii Turystycznej Sudetów, którzy w tomie o Rudawach Janowickich w ten sposób opisali początki Kowar. Jednocześnie można tam wyczytać, że „(…) w tych czasach rzeczywiście Walonowie penetrowali Karkonosze i Góry Izerskie (…)” (poniżej).

Pojawia się tu zatem zdroworozsądkowe odrzucenie kroniki Naso i zawartych w niej informacji o Kowarach, ale jednoznacznie potwierdzenie, że Walonowie już tutaj byli! Skąd ta pewność w przypadku tej drugiej informacji? O tym pisałem w pierwszej części tego artykułu.

A dlaczego przybyłemu tu mistrzowi górniczemu kronikarz Naso dał na imię Wawrzyniec Anioł? Ma to swoje wyjaśnienie! Otóż św. Wawrzyniec (Laurenty, Laurentius) pojawiał się w wielu podaniach ludowych z terenów zachodnich w kontekście mglistych początków wielu średniowiecznych osad górniczych. Poza tym był on m. in. patronem górników (chociaż patronował około 20 różnym profesjom), więc to imię idealnie się nadawało dla górnika który miał dokonać tutaj, w Kowarach, odkrycia rudy żelaza i założenie górniczej osady/miasta. Tym samym Kowary dołączyły do innych miejscowości z zachodu, które miałyby podobną legendę powstania.

15. ŹRÓDŁA PISANE! AUTENTYCZNE! SYTUACJA OSADNICZA POD KARKONOSZAMI

Gdyby już w XII wieku istniała w dolinie Jedlicy osada „kuźników”, produkująca wyroby z żelaza, to nie powinna ona umknąć uwadze historyków czy tworzącej się później administracji itd Żelazo jest zasobem strategicznym i jego wydobycie nie mogło być niezauważone. 200 kuźników musiało coś jeść, w coś się ubierać, gdzieś się zaopatrywać w narzędzia, więc osada powinna być znacznie liczniejsza i wcale nie taka mała.

W XII wieku osadnictwo u stóp Karkonoszy było jeszcze bardzo ubogie. Sama Jelenia Góra, stolica regionu, staje się miastem pod koniec XIII wieku, a jej początki związane są ze sprowadzeniem zakonników w 1261 roku. Pierwszy dokument, który potwierdza, że była już miastem pochodzi z 1288 roku, czyli lokacja musiała nastąpić pomiędzy 1261 rokiem a właśnie tą datą. Ale w kontekście rozpatrywania początków Kowar – co miałoby mieć miejsce w XII wieku – z pewnością jeszcze nie istniała. Rejon Kotliny Jeleniogórskiej porastają gęste i dzikie puszcze, a akcja osadnicza rozpoczyna się właśnie pod koniec XIII wieku. Ciężko sądzić, że Kowary już istnieją od połowy XII wieku, w tak surowym środowisku, odosobnione, położone głęboko w górach, w gęstych, dzikich lasach. Nie wskazują na to źródła pisane ani z wieku XII ani z pierwszej połowy wieku XIII ponieważ … żadne takowe nie istnieją! Tutaj nie ma żadnych dokumentów o nadaniach ziemi rycerzom, o lokacjach wsi czy miast czy dokumentów kościelnych. Istnieją natomiast dokumenty z których można wyczytać, że tereny Kotliny Jeleniogórskiej stanowią „łowiecką domenę książęcą”. Pochodzą one co prawda z XIV wieku, ale wskazują na ogólne, niskie zagospodarowanie tych obszarów w tamtym czasie. Pierwszy dokument z tego terenu pochodzi z 1261 roku i został sporządzony przy okazji fundacji w Cieplicach klasztoru augustianów (o czym wspomniałem wyżej). Wymieniono w nim tylko dwie wsie – Cieplice oraz lokowaną na mocy tego dokumentu, na prawie niemieckim, wieś Malinnik. Pozostałe obszary opisywane są jedynie nazwami geograficznymi. Kowary oczywiście się tam nie pojawiają. A przecież to już w tym momencie powinien być ośrodek górniczy, produkujący/przetwarzający rudę żelaza od ponad 100 lat. Ale książę, nadający ziemię zakonnikom w Cieplicach nic o nim nie wie. Jak to książę by mógł nie wiedzieć, o sporej osadzie górniczej w górach w której eksploatuje się złoża o znaczeniu strategicznym? To brzmi jak opowieść o El Dorado. Taka osada wydobywała i przetwarzała żelazo nie na swoje potrzeby tylko na eksport, nie mogła więc trwać odizolowana od innych osad przez dziesiątki lat. Gdyby istniała musiałby być dobrze skomunikowana ze światem, z innymi centrami osadniczymi w tym rejonie. Gdyby istniały już Kowary, zgodnie z wersją Naso, w tym momencie powinny sobie już liczyć kilkaset osób, w tym spore obszary z których osadnicy pozyskiwali by plony by wyżywić siebie i kuźników. Gdyby istniały Kowary to dokument regulował by w jakiś sposób kwestie własnościowe (no bo augustianom przekazano ziemię i trzeba by określić jaką). Ale żadne źródła o takich regulacjach nie mówią. Wszystko zdaje się jasne i klarowne.

Tak. Gdyby istniały Kowary …

Z 1281 roku mamy kolejny dokument spisany w Jeleniej Górze, w którym książę Bernard Zwinny przekazuje ziemie, które 20 lat wcześniej przypisał augustianom, tym razem rycerskiemu zakonowi joannitów. Od razu zaznaczam, że w tym dokumencie nie pojawiają się Kowary. O ile augustianom nie przypisuje się żadnych zasług gospodarczych, tak już joannitom tak. To oni zapoczątkowali osadnictwo na tym obszarze. Na początku wieku XIV w rejonie jeleniogórskim powstaje kilkadziesiąt wsi, chociaż o wielu z nich źródła początkowo milczą, Kowary więc nie są tu odosobnione. Ale dziwi fakt, że pierwsza pewna wzmianka o Kowarach pochodzi dopiero z 1355 roku. W zamieszczonym wyżej kalendarium historii Kowar pojawia się co prawda rok 1305, ale pojawiająca się w dokumencie z tego roku nazwa miejscowości, wg dociekań części historyków, tyczy się wsi z Gór Kaczawskich, Sędziszowej, a nie Kowar. Ale nawet jeśli założymy, że dokument z 1305 tyczy się Kowar, to niewiele to zmienia. Mamy zatem pierwszą wzmiankę o Kowarach dopiero albo z 1305 roku, albo dopiero z 1355! Czyli 150 lub 200 lat później niż twierdzi Naso! To przesunięcie czasowe jego ogromne! Przekaz kronikarski autorstwa Naso i późniejsze zawierzenie w jego autentyczność de facto przenosi okres osadnictwa pod Karkonoszami o jedno stulecie, a nawet więcej.

Przedstawiona powyżej narracja o ogólnej sytuacji osadniczej w Kotlinie Jeleniogórskiej i pasmach górskich, które ją otaczają, jest oparta na źródłach pisanych jak i źródłach kopanych (archeologicznych). Świetnie jest opisana w książce „Średniowiecze w cieniu Gór Olbrzymich” autorstwa archeologów z Muzeum Karkonoskiego w Jeleniej Górze – dr. Stanisława Wilka i  Tomasza Miszczyka. Polecam tę publikację, powstała na potrzeby wystawy w jeleniogórskim muzeum, która w części również była poświęcona obaleniu „mitu Walończyków”. A poniżej zamieszczam mapę osadnictwa średniowiecznego, na której znajdują się miejscowości oraz daty pierwszych materiałów źródłowych o nich, stworzona na potrzeby wyżej wymienionej publikacji.


Wątek autentyczności wersji historii podanej przez Naso dotyczący Wawrzyńca Anioła i początków Kowar jest świetnie opisany w publikacji „Dzieje Kowar. Zarys Monograficzny do 2010 roku„, Ta pozycja została wydana w 2013 roku a pracowało przy niej wielu znakomitych autorów m.in. kierownik Archiwum Państwowego we Wrocławiu Oddziału w Jeleniej Górze Ivo Łoborewicz, archeolog prof. Krzysztof Jaworski i wielu innych. Jest dostępna również w formacie pdf, a znajdziecie ją pod tym linkiem: https://jbc.jelenia-gora.pl/Content/14528/dzieje_kowar.pdf

Ale wątpliwości co do informacji zawartych w kronice Naso i źródłach kopiujących zawarte w niej ifnormacje, posiadali już zajmujący się historią Kowar pisarze w XIX wieku. Pastor Tietze w „Krótkiej historii miasta Kowary i jego kościołów” wydanej w 1845 roku odniósł się do umiejscowienia w XII wieku początków miasta korzystając z terminu „sage” czyli podkręślając, że to bardziej legenda albo baśń. Piszący pierwszą monografię Kowar, Eisenmänger, w 1900 roku zapisał odnośnie powstania Kowar w XII wieku: „(…) dotychczas nigdzie nie znaleziono udokumentowanego potwierdzenia założenia naszej miejscowości i powstania kopalni rudy żelaza, należy raczej wątpić w wiarygodność takich przekazów (…)”. W 1901 niemiecki historyk Schulte, w komentarzu do „Księgi uposażeń biskupstwa wrocławskiego” odniósł się do tej sprawy dobitniej: „(…) jest to zmyślenie z czasów późniejszych (…)”.

16. TO TYLKO NAZWA, A TO NIE PROBLEM!

Jeśli ktoś tak uważa, to jest w błędzie. Z lektury tego materiału już wiecie jak daleko to wszystko zaszło, i że te przeinaczenie nazwy rozeszło się na narrację historyczną, na fakty, na szereg rożnych tematów pobocznych. Jeśli w tym momencie już rozumiecie co jest prawdą a co fałszem, co rzućcie okiem na ten artykuł ze strony poważnego periodyka historycznego „Historia, Do rzeczy” (zamieszczony poniżej). Jest katastrofalnej jakości i kompletnie mija się z faktami. Autor kompletnie nie rozumie, że przytoczone fakty to wymysły Naso, ale wyczytał na dziesiątkach oficjalnych stron i powiela te informacje. Problem naszych czasów – PISAĆ DUŻO, WERYFIKOWAĆ MAŁO! Warto zwrócić uwagę, że autor, oprócz uznania wszystkich wymysłów zarówno Naso, jak i „naszej” romantycznej twórczości o „Walończykach”, dorzuca kolejne bezsensowne informacje będące ich konsekwencją jak np, że w Kowarach powstała najstarsza drewniana kaplica pw. św. Wawrzyńca. Na domiar złego, aby ubarwić artykuł, autor zamieścił pod spodem zdjęcie kaplicy. Zamieszczone jest pod spodem, gdy w tekście pojawia się kaplica z Kowar i podpisana jest jako „Kaplica św. Wawrzyńca zimą”, ale brakuje podpisu, że ta jest akurat ze Śnieżki. … a ta ze Śnieżki jest kamienna (tylko obita drewnem). Nie chcę się śmiać, ale …


Nie chce żebyście uznali mnie za osobę, która sobie kpi z wszystkiego. Sam kiedyś popełniałem ogromne błędy, ale dziś już rozumiem więcej. Natomiast powyższe jest świetnym przykładem na nierzetelność w dziennikarstwie. Takich niestety mamy teraz pseudohistoryków, bajkopisarzy. Internet czy nawet papier przyjmuje ich wszystkich, a ludzie czytają i zawierzają.

Błędnej nazwy Walonowie, Walończycy itd używają niemal wszystkie organizacje w regionie od Informacji Turystycznych w karkonoskich miastach tj Karpacz, Szklarska Poręba czy Kowary, a także Karkonoski Park Narodowy czy Urząd Marszałkowski oraz Dolnośląska Izba Turystyki. I to nie tylko nazwa, bo pod nią kryje się obszerna, zmyślona historia i liczne błędy natury etnograficzno-geograficznej.

17. ZAKOŃCZENIE! DWA BŁĘDY

Nie istnieją źródła historyczne, ani choćby przesłanki czy nawet kontekst historyczny, który pozwoliłby uznać, że Kowary istniały już w XII wieku. Nie ma możliwości by osada o takiej wielkości, zajmująca się tak strategicznym przedsięwzięciem jak wydobycie i przetwórstwo żelaza, funkcjonowała w ukryciu, w izolacji, w tajemnicy, pośród dzikich lasów, w surowych warunkach górskich w tym okresie.

Kowary nie istniały w XII wieku! Kowary powstały w XIV wieku! 

Wersję kronikarza Naso należy włożyć między bajki, tym bardziej, że rozmija się ona z historią poszukiwaczy-eksploratorów z Włoch, głównie z Wenecji, którzy w Karkonoszach, według zapisków historycznych, pojawiają się dopiero w XV wieku, czyli 3 wieki później niż wymieniony w kronice Naso Wawrzyniec Anioł. Kronika Naso bardzo namieszała w dziejopisarstwie gdyż wielu niemieckich pisarzy uznało wszystkie zawarte w niej informacje za prawdziwe. Z perspektywy czasu wiemy jednak, że Naso w wielu przypadkach zmyślał co do faktów i dat oraz wymyślał liczne postacie. Postulowali o tym już niemieckojęzyczni historycy i i kronikarze począwszy od połowy XIX wieku. Dziś jedynie niewielki odsetek społeczeństwa, w tym osób, które odpowiedzialne są za przekazywanie rzetelnej wiedzy historycznej, ma świadomość, że Wawrzyniec Anioł i początki Kowar sięgające XII wieku to tylko LEGENDA!

Nasi autorzy, podczas tłumaczenia niezbędnego do tworzenia przewodników i kompendiów wiedzy o rejonie Karkonoszy i Kotliny Jeleniogórskiej, popełnili błąd i stworzyli Walończyków. Zawierzając licznym niemieckojęzycznym źródłom, z których wszystkie pochodzą od jednego jedynego źródła jakim jest kronika Naso z 1667 roku, owych Walończyków ulokowano w błędnej przestrzeni czasowej, czyli już w XII wieku. Przez kolejnych kilkadziesiąt lat, liczni autorzy (ale nie fachowi badacze) polegając na wiedzy zebranej przez powojennych autorów kontynuują narrację o Walończykach, o XII-wiecznym rodowodzie Kowar, o Wawrzyńcu Aniele itd pomijając przy tym kontekst historyczny ówczesnej potęgi handlowej Republiki Weneckiej, z której to owi mityczni Walończycy w rzeczywistości pochodzili. Wszystko to składa się na powszechnie obowiązujący mit o Walończykach, który przytaczany jako autentyczny, poparty źródłami pisanymi, forsowany jest również przez lokalne urzędy, portale informacyjne, czasopisma o tematyce górskiej czy nawet takie instytucje jak Karkonoski Park Narodowy.

A gdybyśmy tak usunęli niepoparty żadnymi źródłami opis Naso co do Kowar i Wawrzyńca Anioła? Wtedy runęła by cała reszta układanki. Obecnie tylko My, Polacy, opisujemy jakichś Walończyków i tylko w naszym języku istnieje coś takiego jak Księgi Walońskie. Wszędzie poza granicami Polski nazewnictwo i ogólna historia jest inna, spójna. Zdaje się, że to jest ten moment by i u nas coś zmienić.

Mamy nieszczęsnych Walonczyków przez błąd w tłumaczeniu, błąd znaczeniowy. Lokujemy ich działalność w Sudetach Zachodnich w XII wieku poprzez drugi błąd – zawierzeniu wymyślonej legendzie. Stąd mamy działalność Walończyków w Karkonoszach już od XII wieku, a ani jedno ani drugie nie jest prawdą!

Zdaje sobie sprawę, że można było się w przeszłości w tym wszystkim pogubić, że to nie był łatwy temat. „Księgi Walońskie” w przeszłości zaginęły, w dodatku trudno było je rozszyfrować. W 2020 roku czescy badacze odnaleźli najstarszą z nich (we Wrocławiu) autorstwa Włocha Antonio de Medici, i dokonali analizy oraz tłumaczenia na język czeski. Publikacja ta jest dostępna pod nazwą „Cesty Vlachů – Mysterium Antonia z Florencie„. Pisząc ten artykuł byłem z nią dobrze zaznajomiony.

Można było też, któregoś razu powiedzieć „starczy” i odkręcić wszystko by nie doszło to tak znacznych pomyłek językowych i problemów natury historycznej. Można było, ale jakoś nikomu na tym zbyt bardzo nie zależało.

Mam nadzieję, że ten materiał nikogo nie obrazi, a osoby związane z Walończykami nie zdecydują się odciąć od historii Walonów. Tajemniczy poszukiwacze cennych kruszców i minerałów w Sudetach Zachodnich istnieli! Bez dwóch zdań! Ich tajemnicze obrzędy, powiązania ze światem alchemii, rozpalają wyobraźnią od wieków i niech tak pozostanie. To autentyczny element naszej historii, wymagający jednak dalszych studiów. Chociaż zbytnio umagiczniamy tę grupę społeczną, podczas gdy w rzeczywistości to byli pracujący w górach poszukiwacze i górnicy. Posługiwanie się alchemią było wówczas pewną normą, nie istniała chemia jaką znamy obecnie. Dziś uważamy za bardziej tajemniczych niż w rzeczywistości byli na co być może składa się kilka faktów tj to, że pochodzi z zewnątrz, mówili innym językiem, wyglądali inaczej, często mieszkali tu okresowo i za pewne z tego tytułu nie integrowali się z lokalną społecznością.

Czy kiedyś zaczniemy mówić o Włochach i Wenecjanach penetrujących nasze góry na przełomie średniowiecza i renesansu? Chciałbym doczekać takich czasów! Wiele osób, chociaż świadomych, że to pojęcie jest mylne decyduje się z niego korzystać, żeby zrozumieli inni. Bo się przyjęło. Ale to nie jest odpowiednia droga.

Z pozdrowieniami i wyrazami szacunku dla wszystkich kultywujących tradycje „walońskie” pod Karkonoszami. Sam byłem pod wielkim wrażeniem Żelaznego Tygla Walońskiego w Szklarskiej Porębie, gdy jeszcze istniał. Z przeprosinami w kierunku tych, u których ten tekst wywołuje negatywne emocje.

Piotr Jochymek

Bibliografia.
1. Dzieje Kowar. Zarys Monograficzny do 2010 roku; red: Wiesław Wereszczyński; Jelenia Góra, Kowary 2013
2. Świat na pograniczu. Dzieje Lubawki i okolic do 1810 r., Przemysław Wiszewski, Wrocław 2015
3. Cesty Vlachů – Mysterium Antonia z Florencie, Pavel Zahradník, 2023
4. Walonowie na Śląsku w XII i XIII wieku, Benedykt Zientara, 1975
5. History of Mineral Exploration in Hungary until 1945;  Hungarian Geological Institute, Hungarian Geological Society; Budapest; 1989
6. The Walloon settlers in Spiš in the Middle Ages; Miloš Marek, Folia Historica Cracoviensia; 2021
7. Historical Mettalurgy; The Journal of the Historical Metallurgy Society; Volume 46, part 1; 2012
8. Medieval Iron in Society II, Papers and discussions at the symposium in Norberg, May 6-10, 1985
9. Średniowiecze w cieniu Gór Olbrzymich; red: S.Wilk, T. Miszczyk; Jelenia Góra; 2022
10. Walonowie u Ducha Gór.Podziemne skarby Karkonoszy i Gór Izerskich; P. Wiater; Jelenia Góra ;2010
11. Mettalica de libri XII; G. Agricola
12. Miasteczka w strukturze sieci miejskiej księstw jaworskiego, świdnickiego i ziębickiego w XIV i XV wieku. Angelika Kosieradzka, Politechnika Wrocławska, Wrocław, 2021

About Author

Świat naokoło jest niewyobrażalnie ciekawy, a ciekawość nie ma końca! Dlatego wychodzę z domu codziennie, bo każdy jeden dzień można zamienić na wiele odkryć. Kolekcjonuję doznania, kolory, smaki, przygody i emocje. Od 2016 roku dzielę się tymi kolekcjami będąc przewodnikiem terenowym po Sudetach ...

Leave A Reply

WYSZEDŁ Z DOMU - WSZYSTKIE PRAWA ZASTRZEŻONE ®