9. lutego 2015r. grupka biegaczy wybrała się pobiegać po Karkonoszach. To miał być zwykły, ultrabiegowy trening w zimowych progach Karkonosza. Ten jednak ich zaskoczył i ugościł w iście himalajski sposób. No może trening o nieco podwyższonej trudności bo zapowiadał się mroźny dzień a prognozy mówiły, że temperatura może spaść nawet do około -20°C i dodatkowo trochę powieje. Jak się później okazało sportowcy napotkali jedne z najtrudniejszych warunków pogodowych jakie wystąpiły w ostatnich latach, a temperatura odczuwalna sięgała prawie -40°C. Jak sobie poradzili? Co się tam wydarzyło?

Zacznijmy od przedstawienia bohaterów tej przygody. Oto oni 🙂

Fanstastic four małe
Na wstępie dodajmy jeszcze, że wszystkie publikowane materiały pochodzą z czasu gdy jeszcze warunki pozwalały na jako takie dokumentowanie nie grożąc przy tym ogromnym dyskomfortem termicznym i odmrożeniami. Choć te i tak się finalnie pojawiły, ale o tym zaraz …

Niedziela 08.02.2015r.

Plan był prosty: ruszają z Przełęczy Okraj, dalej głównym grzbietem Karkonoszy, oczywiście przez Śnieżkę, Śnieżne Kotły, Szrenicę aż do Jakuszyc.

O 7. rano na Okraju było zimno, ale nie na tyle by ich zawrócić. Pierwszy kontakt z warunkami po opuszczeniu samochodu podpowiedział, by wziąć jednak wszystko co może w drodze się przydać jako „docieplenie”. Tak więc część z nich przepasała się kurtkami puchowymi. Cała czwórka to doświadczeni biegacze, z mniejszymi bądź większymi sukcesami na koncie. Dodamy tylko, że np w 2014r. ukończyli Zimowy Ultramaraton Karkonoski (na dystansie 53 km) zajmując 6., 12., 30. i 33. miejsce w gronie 150 zakwalifikowanych zawodników. Biegali już wcześniej wielokrotnie w zimową niepogodę, mrozy i śnieżyce. Tego dnia miało być podobnie.

Wyszedł z Domu: Karknoskie Extreme

26.01. 2014 r. / Temperatura na Śnieżce wynosi -27°C, mimo to, pokonanie 40 kilometrów w lekkich, biegowych ubraniach nie stanowi najmniejszego problemu i nie jest nawet zimno. Mimo lekkiego ubrania ruch fizyczny produkował odpowiednią ilość ciepła by mogła ona dostarczać poczucie komfortu w każdym tego słowa znaczeniu. Dodajmy, że tego dnia wiatru praktycznie nie było, było za to bezchmurnie i słonecznie. Świetne warunki do treningu ale najlepiej bez postojów.

Wyszedł Z Domu: Karkonoskie Extreme Chłodu

02.02.2014r. / 35 kilometrów po Karkonoszach, przy huraganowym wietrze, który na Śnieżce osiągał w porywach 120 km/h. Mimo temperatury sięgającej tylko -10°C było o wiele zimniej niż przy warunkach opisywanych pod zdjęciem powyżej. 120 km/h to już wiatr przy którym ciężko się poruszać i przy bardziej stromych odcinkach nie sposób nie pokonywać terenu nie na czworaka. Każdy nagi fragment skóry bombardowany jest ostrymi kryształkami lodu powodującymi ból. Warunki bardzo ciężkie, ale do przebrnięcia przez nie.

Do Chaty Jelenki wszystko było w porządku, mróz nie dokuczał, wiatr nie przeszywał, można było spokojnie bieg w śniegu po maksymalnie po kostki. Za Jelenką zaczęło się robić wietrzniej, a wiatr który dął na Czarnym Grzbiecie od pewnie wielu godzin gromadził na szlaku śnieg wywiany z kosodrzewiny. Miejscami zaspy sięgały metra głębokości. Tempo spadło drastycznie. Niektóre, krótkie odcinki łatwiej było pokonać na czworaka, gdyż wtedy nie wpadało się po uda lub nawet po pas w śnieg. (co prawda za każdym razem ze szczerym wręcz dziecinnym uśmiechem na buzi w końcu za takimi zimami tęskniliśmy w Polsce od dawna!).

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.


Wiatr już wiał w najlepsze i jakby cały czas się rozpędzał. Niżej zamieszczone nagrania pochodzą z okolic szczytu Czarnej Kopy.

Śnieżka

Na wypłaszczeniu Czarnej Kopy wiało już z pewnością srogo ponad 100 km/h. Co bardzo dziwne i raczej rzadko spotykane, wiał wiatr od strony Kotliny Jeleniogórskiej a nie od Czech.  Lekko wpychał nas pod górkę, gdy zaczęliśmy wspinać się na Śnieżkę. Tempo mieliśmy bardzo niskie, najwolniejsze to prawie 14 minut na kilometr. Resztki komfortu fizycznego zniknęły, zastąpił je ból, który przejawiał się pieczeniem

W tym miejscu chcieliśmy przeprosić za szczegóły, które przez niektórych mogą być uznane za wulgarne lub nieetyczne, ale skoro to relacja to chcemy oddać ją w pełni, bez ukrywania tego co w niej prawdziwe.

pieczeniem okolic krocza (sami rozumiecie gdzie :/ ). Gdy już dotarli na szczyt jedyne czego potrzebowali to schować się przed wiatrem i ten sposób się troszkę ogrzać. Celem padła kapliczka, a w zasadzie boczne wejście z niewielkim schronieniem.

Wyszedł Z Domu: Extremalne Karkonosze
3 z nich odczuwało podobny dyskomfort termiczny przejawiający się bardzo bolesnym pieczeniem, Błażej zabezpieczył się odpowiednio mrozoodporną bielizną, którą posłużyła mu już wcześniej podczas wyprawy na Elbrus. Kilka minut spędzili w ukryciu przed wiatrem w kaplicy św. Wawrzyńca po czym ruszyli zakosami w stronę Równi pod Śnieżką. Lodu nie było zbyt wiele, bo zbyt wiele śniegu zalegało na trasie. Ludzi nie było wcale, dopiero na płaskim odcinku kilka kilometrów od schroniska Odrodzenie minęli kilka ekip brnących przez metrowe zaspy w rakietach śnieżnych.

Wyszedł z Domu: Extremum Karkonoskie

Takie informacje pogodowe wyłowił z sieci 5ty z czwórki – Maciej. który przygotował się do tego treningu lepiej niż reszta i wyekwipował się w gogle i spodnie narciarskie i kijki. Tym samym jednak skazał się na o wiele wolniejszy trening i tym samym samotny.

Tuż przed schroniskiem Śląski Dom wieje zazwyczaj porównywalnie do szczytu albo i silniej, tak było też tym razem. Silne podmuchy kazały nam bezwarunkowo i podświadomie biegać „pod kątem”, o pionie nie było mowy, ręce nie zdołałyby w takiej pozycji utrzymać środka ciężaru ciała i wciąż biec. Kilka silniejszych smagnięć kończyło się zepchnięciami z trasy nawet o kilka metrów. Daniel odważył się jednak na uchwycenie tego momentu, za co chwała mu, bo zapłacił za tę odwagę wychłodzeniem dłoni, które na kolejnych kilometrach biegu musiał trzymać w kieszeni kurtki puchowej. Ale za to jest co oglądać 🙂

Zmiana planów!

Wiatr jakby nie wiał słabiej niż na szczycie. Niesamowicie nieprzyjemne pieczenie męskich narządów rozrodczych stawiało sprawę jasno – „nie dobiegniemy na Polanę Jakuszycką, plany muszą ulec zmianie”. Postanowili dotrzeć na Przełęcz Karkonoską i w Odrodzeniu zdecydować dokąd dalej biegną i czy w ogóle ten dzień jest odpowiednim na kontynuowanie treningu. Te w miarę płaskie odcinki nie przynosiły jednak zmian w porównaniu z tym co się działo na górze.

Wyszedł z Domu: Karkonoskie Extreme

NA wietrze można było się wręcz położyć 😉

Było nawet gorzej bo doszło jeszcze bombardowanie twarzy bryłkami lodu. Pozasłaniali twarze w sposób maksymalistyczny w stosunku do posiadanego ekwipunku i ubioru. Śniegu wciąż było mnóstwo, nie dało się biec, momentami brnęli po pas w śniegu przez setki metrów.  Czasami nawet  biegli z ręką „na jądrach” osłaniając to „co najważniejsze” przed antarktycznym wiatrem. Brzmi śmiesznie, ale tak właśnie było. Być może dzięki temu żaden z nich nie odmroził sobie „ptaszka” 😀

WP_20150208_042
Widoczność była bardzo skromna, raptem kilka metrów, bo powietrze cięły miliony kryształów lodu i śniegu. „Ultrasi” biegli jeden po drugim w niewielkich odstępach, zważając na to by często odwracać się i sprawdzać czy koledzy są. Kilka, może kilkanaście minut bezruchu w takich warunkach mogło by lekko ubranego biegacza wyziębić do tego stopnia że nie byłby w stanie ruszyć z miejsca. To by był koniec.

Kryształki lodu i śniegu bombardowały twarz bólem, który jednak się znieść. Ale pojawił się kolejny problem związany z nimi. Te, które już dosięgnęły ciała (a te odkryte było jedynie w okolicach oczu) roztapiały się spływając do oczu, na rzęsy i brwi. Kiedy już znajdowały sobie miejsce na brwiach i powiekach, były dalej od ciepłej skóry, z powrotem zamarzały zaklejając powieki i utrudniając widzenie. Z czasem pojawiał się problem z otwieraniem powiek.

Wyzedł Z Domu: Karkonoskie Extremmum Zimna

Daniel

Tak pisał później o tym Daniel na swoim blogu: „(…) Czuję jak ilość lodu na oczach się powiększa i w końcu jedno oko się zakleja. Próbuje to ściągnąć ale jest zbyt twarde. Patrzę zatem lewym okiem. Zresztą strata nie za duża bo i tak nic nie widać (…)

Przenikliwy i wszędobylski chłód dał się we znaki na tyle, że w Odrodzeniu zdecydowali o ewakuacji z Karkonoszy. Niespełna 17 km w ekstremalnych warunkach pokonali w 2 godziny i 40 minut (z przerwami). Dalej zbiegli do Przesieki a Krzysiek i Daniel czując niedosyt w nogach pobiegli stamtąd aż do samej Jeleniej Góry.

Wyszedł Z Domu: Extreme Karkonoskie

Piotrek i Daniel na Śnieżce

Piotrek pisał później o tej przygodzie na swoim blogu w ten sposób:

„Jakiekolwiek skrawki komfortu (jakiegokolwiek) dawno już zostały zapomniane i porzucone tym samym po raz pierwszy w życiu biegałem poza znanymi mi granicami swoich możliwości i chyba na nowo je definiując (..). (…) Czytałem niedawno książkę Mai Włoszczowskiej „Szkoła Życia”. Pisała w niej o sporcie zawodowym i o tym, że aby osiągnąć w nim sukces konieczne jest znoszenie ogromnych ilości bólu. Po tej niedzieli nie sposób się z tym nie zgodzić 🙂  Usnąłem już po godzinie 20-stej, pewien tego że obudzę się mocniejszym i jeszcze bardziej pewnym siebie(…). (…) Ponieważ biegam w soczewkach, prawie zawsze zakładam na czas treningu okulary chroniące przed promieniowaniem UV i wiatrem. Tym razem okazały się zbawienne, uratowały mnie od lodowych sztyletów, które bombardowały oczy reszty moich kompanów. Śnieg i lód w kontakcie ze skórą roztapiały się i na nowo zamarzały sklejając ze sobą powieki i ograniczając pole widzenia (…). (…) Dorobiłem się również pierwszego odmrożenia. Na szczęście to jedynie niewielki fragment skóry na policzku (…)”

Wszystkiemu winien wiatr?

Różne narzędzia pomiaru wskazywały, że tego dnia temperatura odczuwalna sięgała od -33°C do -37°C. Zapowiedziane -20°C rzeczywiście mogło mieć miejsce, ale kiedy doszedł wiatr wiejący ponad 100 km/h temperatura odczuwalna spadła o prawie drugie tyle poniżej zera.

Na początku tekstu zamieściliśmy zdjęcie z treningu Piotrka przy wietrze około 120 km/h. Poniżej przytaczamy fragment jego wpisu o tym wydarzeniu: „(…) Wiatr kilkukrotnie przewrócił moje 60 kg wagi, gdy wybiegałem zza rzędu kosodrzewin w okolicach Czarnej Kopy. Na Śnieżkę wdrapywałem się w połowie na czworaka, łapiąc się wystających ponad lód kamieni i ostrych fragmentów lodu. Mimo, że temperatura była o wiele wyższa niż za pierwszym razem, wiatr powodował spore straty ciepła i wychłodzenie organizmu. Na szczycie nie wytrzymałem zbyt długo, i z nietęgą miną zsunąłem się na czworaka, pchany przez wiatr aż do drogi jubileuszowej by dotrzeć na równię pod Śnieżką i dalej w kierunku Kopy. Po drodze mijałem turystów, którzy zapytawszy mnie o wariant trasy wyciągnęli mapę i wspólnie oglądaliśmy jak w ułamku sekundy mapa odfruwa w nieznanym kierunku. Najgorsze i tak były kryształki lodu niesione przez wiatr, które niczym małe sztyleciki, groty strzał wbijały się w każdy odkryty kawałek ciała aż do momentu, gdy zakryty już byłem całkiem i ani milimetr kwadratowy skóry nie był narażony na „ostrzał (…)”

WP_20150118_059
Konkludując

Karkonosze dały extremalną lekcję pokory, tym którzy mimo iż nie myślą, że to „weeekendowe góry” dla każdego i mięli już wcześniej, wielokrotnie styczność z ciężkimi zimowymi warunkami. Lekcja nie była darmowa – płacili za nią wielkim dyskomfortem fizycznym sięgającym  granic, i równie wielkim dyskomfortem psychicznym. Do tego doszedł ból. Ból głównie z wyziębienia i to miejsc o których krępacja trochę nie zezwala pisać, ale …my napisaliśmy 🙂

Powiedzenie „co Cię nie zabije to Cię wzmocni” znajduje tutaj swoje odzwierciedlenie. W kolejnej edycji Zimowego Ultramaratonu Karkonoskiego wystartowała ponownie trójka z czterech bohaterów opisywanej przygody. Wszyscy uplasowali się czołówce biegu tj w najlepszej 15-ce, a ilość zawodników zakwalifikowanych w roku 2015 zwiększyła się do 270 osób.

W takim składzie to nic tylko „biegać, nie umierać” 😀

Na koniec jeszcze jedno nagranie, tym razem z innego treningu z 2015 roku. Tak wygląda bieganie zimą po Karkonoszach 🙂

P. S. Kilka zdań o wyprawie z 08.02.2015 możecie również przeczytać u  Daniela na Blogu:
http://danekchojnacki.blogspot.com/2015/02/zefir-karkonoski.html

P. S. 2 Wymieniany w tekście Piotrek to autor tego tekstu (:p) stąd tak wiernie odtworzona relacja.

Co myślisz po przeczytaniu tego artykułu? Dodaj swój komentarz

Komentarze

Podobało Ci się? Polub artykuł za pomocą:

About Author

Nie wiem co mógłbym sam o sobie powiedzieć. Ja po prostu podziwiam świat, to moja modlitwa. Żyję aktywnie poznając świat i to uznałem za cel życia. Świat naokoło jest niewyobrażalnie ciekawy, a ciekawość nie ma końca! Dlatego wychodzę z domu ...

Leave A Reply

Znajdż nas na facebook'u
WYSZEDŁ Z DOMU - WSZYSTKIE PRAWA ZASTRZEŻONE ®
Przejdź do paska narzędzi