Niektórzy wciąż jeszcze odczuwają skutki orkanu Ksawery, który na początku października przeleciał siejąc zniszczenie m. in. nad Dolnym Śląskiem. Właśnie nad Naszymi głowami przechodzi kolejny orkan, orkan Grzegorz, i ma porównywalną siłę. Podejrzeliśmy ten żywioł od środka, dotarliśmy do „oka cyklonu”! Robi wrażenie! Pojawiła się adrenalina i granica, której już przekroczyć nie warto …

W sobotę 28.10.2017 już można było wyczuć w powietrzu nadejście żywiołu. I ten nadszedł, szybko i gwałtownie dał o sobie znak. W nocy wyrządził już wiele strat: łamał drzewa na potęgę, zrywał dachy, przemieszczał, gniótł i kradł przeróżne rzeczy i przedmioty, nawet te których gabaryty były znaczne.

Niedziela 29.10.2017 miała być i była ( i chyba wciąż jest) apogeum bytności Grzegorze na obszarze Sudetów. Miejscem w którym można poczuć silę żywiołu najintensywniej jak się da jest Śnieżka – najwyższy szczyt w promieniu 250 km. Tu zawsze wieje najbardziej i gdy wyjątkowo drapieżne zjawiska i anomalia pogodowe przechodzą nad Polską to właśnie ta góra obrywa najbardziej. Ksawery sprzed kilku tygodni dął nad nią ponoć z prędkością 202 km/h (dla porównania na Kasprowym Wierchu w Tatrach wiało 134km/h). Dlaczego tak a nie inaczej? Składa się na to mnóstwo czynników i nie jest to łatwa wiedza do przekazania. Żeby to dobrze ująć przydałaby się dobra debata klimatologów z meteorologami. Ale wróćmy do Grzegorza …

ORKAN GRZEGORZ!

Różnie prognozy pogody mówiły o tym jak to będzie jak już się zjawi. Wg jednych miało być wietrznie, ale bez przesady wg innych miało wiać około 130 km/h. Wszystkie się jednak myliły i już rano pojawiły się informacje, że wiatr wieje na Śnieżce z prędkością 180km/h! Deszcz, który pada na niżej położone obszary w przypadku takich warunków jest śnieżycą – szaloną śnieżycą kąsającą wszystko co napotka na swojej drodze sztyletami z niesionych kryształów lodu.

Znaleźć się na jej drodze z gołą skórą? Nie polecamy! Odruchowo i niezauważalnie umysł posteruje nami tak by po kilku chwilach być już odpowiednią stroną odwróconym do kierunku wiatru i zakrywać co potrzeba. Ból i dyskomfort są z tych bardziej nieprzyjemnych.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Jeszcze przed godziną 11:00, kilka osób zeszło ze Śnieżki, częściowo na czworaka i nie puszczając łańcuchów ani na chwilę. Urywający głowę wiatr gnieździł się jedynie w najwyższych partiach Śnieżki, ponad 1550 m n.p.m., poniżej było „znośnie” chociaż też wiało okrutnie. Jedna z osób którą spotkaliśmy na Przełęczy pod Śnieżką, która zeszła ze szczytu opowiadała o tym w ten sposób: -„(…)Normalnie aż ciężko się przyznać. Rzuciło mnie na ziemię i musiałem iść na czworaka. Gdybym schodził chwilę później już bym mógł nie dać rady. zostałbym tam”. Kilka osób rzeczywiście wzywało na pomoc Górskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe.

Godzinę później mi już nie udało się zdobyć szczytu, chociaż próbowałem zarówno zakosami jak i drogą jubileuszową. Moją trasę można zobaczyć na mapie zamieszczonej poniżej. Ci, którzy dobrze znają ten obszar, znają się na mapach i topografii od razu zauważą dlaczego nie mogłem kontynuować drogi w tych dwóch miejscach i zawracałem. Odcinki, które udało mi się pokonać były częściowo przysłonięte górą, a wiatr wiejący z kierunków południowych z całym impetem atakował gdy tylko wychylałem się z za góry …

Trasa jaką pokonałem w okolicach ŚniezkiZ każdą chwilą wiatr był silniejszy a granica warunków, w które pozwalały na poruszanie się obniżała się.

To nagranie z zachodniego łuku Drogi Jubileuszowej po godzinie 12:00

Pułap najsilniejszego wiatru obniżył się jednak do wysokości około 1400 m n.p.m. czyli do Równi pod Śnieżką i już szczytu nie dało się zdobyć, nawet będąc doświadczonym, odważnym i w pełnym „rynsztunku”, to zagrażało życiu, kładło na ziemię. To by było już poza ‚granicą’ …

Nagranie z Przełęczy pod Śnieżką (rozdroże Drogi Jubileuszowej i tzw „zakosów”) po godzinie 13:30

Uspokoiło się względnie dopiero przed 15:00 i wtedy dało się wyścibić nos ze schroniska i zejść na dół (w przypadku moim i kilku osób, które zdecydowały, że w grupie bezpieczniej się poruszać w takich warunków i że się do mnie dołączą) lub wejść na szczyt po uwięzionych w obserwatorium wysokogórskim ludzi (w przypadku GOPR-owców). Ratownicy sprowadzili na uprzężach dwie osoby, które wezwały pomoc i które ostatnie 2 godziny spędziły na szczycie, w „spodkach”, i którym asystował ratownik: O tej akcji możecie przeczytać w tym miejscu:
GOPR Karkonosze udziela pomocy w trakcie orkanu Grzegorz – 29.10.2017

Podsumowując, wiatr wiejący ponad 100 km/h jest do pokonania przez doświadczonych i dobrze ubranych piechurów. Przy wichurze powyżej 130km/h poruszanie się może być już niemożliwe, a jeśli tak (odtąd musimy zacząć mówić o zagrożeniu życia) to na krótkie odcinki i przy zachowaniu maksymalnej koncentracji, posiadając do tego coś czego można się trzymać, czym można pomóc sobie „trzymać się w miejscu”.

Śnieżka znów pokazała pazur i to chyba w tej górze najbardziej cenię. Na co dzień grzeczna i oswojona, daje się głaskać tysiącom osób, a czasami warunki, które tam panują można porównać do tych z najwyższych gór tego świata, bądź do któregoś z biegunów. Ma charakter …

P. S. Informujemy (potwierdzone info na zdjęciu), że przed orkanem w górach nie pomagają worki na śmieci (przeciwdeszczowe płaszczyki za 5 zł)! 😀 Krótko trzymają się ciała, a potem …

P. S. 2. Wybaczcie brak lepszej jakości materiałów ale w takich warunkach nakręcić cokolwiek kosztuje sporo trudu i dyskomfortu.

DLACZEGO WYBIERAJĄ SIĘ W TAKIE WARUNKI W GÓRY?

Wielu z Was uzna, że takie wyjście w góry w orkan to nonszalancja, brak rozwagi, idiotyzm i brak wyobraźni. Jeśli też tak uważasz to spróbuj poznać sprawę z drugiej strony. Od wielu lat mieszkam, biegam, sypiam a nawet pracuję w górach (jako przewodnik górski). Trenuję różne dyscypliny sportu i przenoszę bariery organizmu w dalsze, niezbadane rejony jak robi to setki osób każdego dnia na całym świecie. W tym przypadku POZNAJĘ WIATR! Podziwiam jego siłę, szanuję ją, lubię z nią obcować. To uczy pokory i uodparnia! Od dawna gdy wieje wychodzę w góry żeby się zmierzyć z warunkami. I chyba dzięki temu wiem kiedy odpuścić, zrobić ukłon w ich stronę i zawrócić. W tym wszystkim jest pierwiastek nieprzewidywalności, to prawda, bo to żywioł, Matka Natura, a ta lubi być nieobliczalną. Ale to takie same ryzykowanie jak loty na paralotni, jazda ścigaczem czy quadem, skoki narciarskie, nurkowanie w jaskiniach. Ryzykuje własnym życiem, niczyjego na narażam na szwank, a to że dziele się tym doświadczeniem z gór ma spore szanse posłużyć innym, bo dzielę się w miarę realistycznie i piszę jak jest, bez „kozaczenia”, oddaję górom hołd i przekazuję tę wiedze dalej. A jeśli coś mi się stanie, będzie to nauczką dla innych. Ale staram się „granicy” nie przekraczać …

Co myślisz po przeczytaniu tego artykułu? Dodaj swój komentarz

Podobało Ci się? Polub artykuł lub podziel się nim na facebooku!

About Author

Świat naokoło jest niewyobrażalnie ciekawy, a ciekawość nie ma końca! Dlatego wychodzę z domu codziennie, bo każdy jeden dzień można zamienić na wiele odkryć. Kolekcjonuję doznania, kolory, smaki, przygody i emocje. Od 2016 roku dzielę się tymi kolekcjami będąc przewodnikiem terenowym po Sudetach ...

Leave A Reply

Znajdż nas na facebook'u
WYSZEDŁ Z DOMU - WSZYSTKIE PRAWA ZASTRZEŻONE ®
Przejdź do paska narzędzi