To jedna z najciekawszych osad górskich w całych Karkonoszach o czym może świadczyć fakt, że jako pierwsza została objęta strefą ochrony ludowej architektury. Do dziś przetrwało w niej 9 domów, których architektura różni się od siebie. Do dziś nie doprowadzono tu prądu, a zimą nie ma możliwości dojazdu. Niektóre domy posiadają unikatowe w skali całego świata cechy! To jedno z takich miejsc gdzie można poczuć jak żyli dawni mieszkańcy tych gór.

SPIS TREŚCI:
1. GDZIE TO JEST?
2. NAZWA
3. HISTORIA
4. ARCHITEKTURA
5. DRZEWA STRAŻNICY
6. DAWNI MIESZKAŃCY
7. WSPÓŁCZEŚNI MIESZKAŃCY
8. 9 ŻYWYCH DOMÓW I 3 MARTWE …
9. PANI BRAUN
10. GALERIA

 

Zdjęcie paralotnicze autorstwa Zbigniewa Deki. Na pierwszym planie opisywana kolonia łąkowa, na zboczach szczytu Jeleni hora.

1. GDZIE TO JEST?

Wędrujesz gęstym, świerkowym lasem, wąską ścieżką zbudowaną na stromym zboczu. Jeśli się potkniesz i z niej spadniesz, możesz spaść nawet kilka albo i kilkanaście metrów. Jest cicho, i nawet w środku dnia panuje tu półmrok. W końcu w ścianie lasu pojawia się prześwit, a z niego wydostają się kolory – rdzawe o tej porze roku połacie krzewin borówki czernicy, wielorakie murawy. Są również domy, część otoczona drzewami liściastymi i żywopłotami …


Kolonia łąkowa Šímovy chalupy rozłożyła się na południowych zboczach szczytu Jelení hora (pol. Jelenia Góra) opadających w dolinę Lví důl (pol. Lwia Dolina). Szczyt ten jest połączony (chociaż rozdzielony niewielkim siodłem) z Czarną Kopą, z której już daleko do Śnieżki nie jest. Osada znajduje się około 4 km na wschód od stacji pośredniej kolei gondolowej na Śnieżkę (od czeskiej strony). Administracyjnie jest przypisana Malej Úpie. Ale rzut okiem na poniższą mapę powinien pomóc Wam ją lepiej umiejscowić w przestrzeni umysłu.


Domy, które przetrwały do naszych czasów rozlokowane są na stromym zboczu pomiędzy 860 m. n. p. m. a 1060 m n. p. m. (chociaż wikipedia, a przez to również liczne blogi piszą, że nic poniżej 1010m n. p. m. nie stoi).

(Zdjęcie w technologii google earth.)

Wg. czeskiej geografii to już wschodnie partie Karkonoszy. Mieszkańcy osady na co dzień mogli oglądać chociażby Lasocki Grzbiet z Łysociną, które znajdują się w stosunkowo niewielkim oddaleniu od osady – kilka kilometrów na wschód, za doliną rzeki Mała Upa. Na zdjęciu zamieszczonym poniżej widać Šímovy chalupy, a góra z charakterystyczną przecinką pod wyciąg narciarski to właśnie Łysocina.


Zabudowania tej koloni łąkowej, bo tak często bywa typologizowana ta „osada”, widać m.in. ze szlaku zielonego prowadzącego drogą nazwaną Penkavci cesta i z okolic chat w osadzie Sagasserovy boudy.


2. NAZWA

Co mówi nam nazwa tej lokacji? W sieci można spotkać mnóstwo wariacji nazwy tej koloni m.in. Chałupy Šíma, Szimowe Chałupy czy Szymowe Chałupy. Ale te nazwy niewiele nam mówią. Otóż trzeba się tu cofnąć wstecz, do postaci znanej jako Šíma, bo to właśnie od niej utworzona została nazwa osady. Kim była ta postać wyjaśniam w punkcie poświęconym historii osady. Zasada zastosowana przy tworzeniu tej nazwy jest często stosowana w przypadku górskich osad w czeskich górach.

Czesi zdrobniale nazywają tą osadę Šímovky. Jej czeska nazwa brzmiała natomiast Simmaberg to można rozumieć jako „Góra Simy„. Do dziś część z budynków posiada tabliczki z numerami domów opatrzone niemiecką nazwą miejscowości.

Tłumacz google z kolei potrafi przetłumaczyć nazwą na „Ślimakowe Domy” 😀


3. HISTORIA

Najprawdopodobniej, według tradycji …

Osada miała powstać w końcach XVI wieku za sprawą włoskich „kolonizatorów”, z Tyrolu. Skąd tu tacy się wzięli? Trzeba tu otworzyć szerszy wątek jakim były ogromne potrzeby surowca drzewnego w ówczesnym czasie, którego brakowało do przetapiania srebra w monety w mennicy królewskiej w czeskim mieście Kutná Hora. Brakowało drewna, a Karkonosze były gęsto porośnięte lasami. Z tego też powodu podjęto decyzję, by po te zasoby sięgnąć. Ale osoby decydujące wiedziały, że pozyskiwanie drewna w tak trudnych warunkach, na bardzo stromych, górskich zboczach do najłatwiejszych nie będzie należeć. Zdecydowano więc o ściągnięciu z terenów Włoch – z Tyrolu, Styrii oraz Karyntii, drwali o nadprzeciętnych umiejętnościach. Ci z kolei budowali w górach tzw rynny dla ściętych drzew oraz „śluzy” spiętrzające wodę w potokach, którą można było potem wykorzystać do chwilowego podwyższenia poziomu wody w tych rynnach. Mamy w tym rejonie m.in Klausův důl (od czeskiej klausy = śluzy). Drwale przybyli z zachodu budowali w domach pierwsze chaty, co by mieć bliżej do pracy. W ten sposób założonych zostało wiele osad górskich w czeskich Karkonoszach, a jedną z nich do dziś nazywa się Włoskimi Budami (czes. Vlašské boudy). W przypadku opisywanej osady, miało się tu osiedlić trzech braci, z których jedne miał mieć na imię Sima.

Współczesne zabudowania są jednak późniejsze, choć możliwe, że zostały wybudowane na starych łupkowych murach oporowych i fundamentach. Osada powstawała od dołu – najpierw powstały domy w bliskim sąsiedztwie dna doliny, kolejne powstawały już wyżej. Domy są w większości drewniane, ale „tarasy” przed nimi są wykonane ze sporych płaskich fragmentów skał łupkowych.


Większość obiektów można zobaczyć już na starych  mapach z 1841 roku. Musiały więc powstać wcześniej, być może nawet przed rokiem 1800.  Ale można powiedzieć, że większość z nich ma już prawie 200 lat. Dzięki temu, że nikt w między czasie nie dokonał inwazyjnych remontów chaty zachowały swój dawny charakter. Domy wykazują podobieństwo architektoniczne do chałup, które widywałem w innych osadach czeskich Karkonoszy, a które posiadają jeszcze XVIII-wieczny rodowód. Tym samym można podejrzewać, że również i tu część z chat powstała jeszcze w XVIII wieku …

Gdy przed 20 laty pojawił się tu konserwator zabytków był pozytywnie zszokowany, że ma do czynienia z tak dobrze zachowanymi i zarówno starymi konstrukcjami. Z pewnością domy przechodziły później remonty i przebudowy, ale zdaje się, że nie były one zbyt inwazyjne i raczej niewielkie.

Poniżej plan kolonii z 1841 roku (całości nie odnalazłem) widać na nim co najmniej 9 domów.


Po zakończeniu 2. wojny światowej wysiedlono stąd niemieckojęzycznych mieszkańców. Część obiektów została sprzedana państwowym zakładom pracy, a pozostałe osobom prywatnym. Chałupy pełniły funkcje rekreacyjne i nie były już na stałe zamieszkane. Od tamtej pory wielokrotnie przechodziły z rąk do rąk, szczególnie w początkach XXI wieku. Kilka chałup po wojnie było w posiadaniu czeskich pilotów walczących dla RAF-u. Wykorzystywali obiekty by tu wypoczywać (podobno mieli świetne lornetki). Tym sposobem były remontowane i ktoś o nie dbał, a dzięki temu przetrwały do naszych czasów i większość z nich ma się bardzo dobrze.

W kilku miejscach w sieci można wyczytać, że „mieszkańcy mają problemy zimą z…” itp, ale trzeba jednak dodać w tym momencie, że z tymi mieszkańcami sprawa jest złożona. Mieszkańcy zimą nie mają tam ogromnych problemów, bo … tam nie mieszkają. Oczywiście, jeszcze kilka (bardziej kilkanaście) lat temu zdarzały się jednostki, które spędzały w w kolonii zimę, ale to były pojedyncze przypadki. Obecnie, z tego co udało mi się ustalić, nikt tam całej zim nie spędza.

Zdjęcie paralotnicze, autor: Zbigniew Deka

Znalazłem w czeskim internecie kilka archiwalnych zdjęć z koloni z końca lat 30′ i początka lat 40′ XX wieku, ale nie udało mi się ich pozyskać bez znaku wodnego portalu na którym były. Ale mimo to stanowią wartość, bo widać na nim codzienne życie mieszkańców.


4. ARCHITEKTURA

Po polskiej stronie Karkonoszy zachowało się wiele pięknych budynków pamiętających dawne czasy. Ale takich osad jak Šímovy chalupy nie ma. Pojedyncze budynki przetrwały do naszych czasów, ale żaden zwarty kompleks, do tego położony tak wysoko w górach nie istnieje. Oczywiście w polskich partiach Karkonoszy można zauważyć mnóstwo ludowej architektury drewnianej o charakterze górskim, ale porównując polskie partie do czeskich, od razu stwierdzimy, że u nich jest zdecydowanie więcej do omówienia! I to na żywych przykładach. jednym z takich miejsc, można nawet powiedzieć „żywym skansenem”, jest właśnie omawiana osada. Chociaż domy na stałe nie są zamieszkiwane, to jednak mają właścicieli i są w miarę zadbane.

Jako, że do dnia dzisiejszego nie został tu doprowadzony prąd, właściciele nie mieli okazji zbytnio zmienić charakteru domostw i pośrednio całej osady. Więc można powiedzieć, że osada wciąż posiada tradycyjny, górsko-drwalsko-pasterski klimat, chociaż zwierząt tu już trochę mniej niż kiedyś. Mi zdarzyło się spotkać jedynie łanie, ale nie będę ukrywał, że moje wizyty w tym miejscu da się policzyć na palcach jednej ręki.

This slideshow requires JavaScript.

 

Domy posiadają albo panele solarne albo agregaty prądotwórcze. Ale zajrzałem z ciekawości do jednego z nich przez okno i na stole spostrzegłem kilka świec. Więc na ile można, korzysta się z tradycyjnych źródeł światła.

Domy są niemal w całości drewniane, ale części z nich posiada w tylnej części fragmenty wykonane z kamienia (z łupka). Wszystkie posiadają „na tyłach”, od strony stoku, mansardowe drzwi, przez które można było na strych wrzucać siano. Robiono to więc z poziomu stoku i nie potrzebne dzięki temu były żadne drabiny. Bardzo funkcjonalne rozwiązanie, energooszczędne.


U większości chałup, dostęp, do wspomnianych mansardowych (wchodzących w dach) drzwi służących do wrzucania siana, był możliwe z kamiennego (łupkowego) muru. To jedyne fragmenty murowane, które posiadają te domy.


W przypadku jednego z domów w dolnej części kolonii, mansardowe drzwi (lukarna?) są zaokrąglone co czyni je wyjątkowymi w całym świecie, ponieważ tylko kilka domów posiada coś takiego.

Większość domów posiada również dobudowaną po jednej stronie drzwi głównych drewnianą „drwalnię”. My chyba użylibyśmy słowa „drewutnia”, bo tak się przyjęło mówić na wsiach, ale „drwalnia” to poprawne pojęcie (Czesi piszą dřevník). Pomieszczenie te służyło do rąbania i przechowywania drewna w gospodarstwie. Na poniższym zdjęciu wszystkie 3 domy posiadają, po prawej stronie od drzwi frontowych dobudowane drwalnie.


W koloni stoją domy reprezentujące wszystkie typy małoupskiej (od wsi Malá Úpa) architektury ludowej.  Tym samym ta kolonia górskich domów ma duże znaczenie i jest chroniona prawem. Szerszy opis poszczególnych domów znajdziecie niżej. Przyjrzałem się każdemu z osobna.


Przy niemal każdym jest ujęcie wody, w postaci źródła wybijającego na powierzchnię.

Kolonia jest otoczona kamiennymi murami, które określa się murami agrarnymi. Były one stawiane w przeszłości jako efekt czyszczenia z kamieni terenów gospodarstwa. Mury te przechodzą również przez środek osady., ale te akurat historycznie stanowiły również granice posiadłości. W kilku miejscach na obrzeżach powstały również sporych rozmiarów kamienne kopce. W ten sposób uporządkowano teren i można był się pobudować, paść zwierzęta, posiadać ogródki, bezpieczniej przemieszczać i funkcjonować itd.


Mury i kopce są dobrze widoczne na mapach rzeźby terenu, które zamieszczam poniżej.


Na powyższych mapach widać również, że mury i kopce znajdują się poza obecnym terenem wsi. Poniekąd wskazują one „stare” granice łąki na której kolonia istniała. Część murów znajduje się obecnie w środku lasu, ale w przeszłości znajdowały się na krawędzi łąki …


5. DRZEWA STRAŻNICY

O tym, że mury te w przeszłości znajdowały się na skraju lasu, na granicy drzew i łąki wciąż opowiadają drzewa „strażnicy” (pojęcie wprowadzone przez autora). W kilku miejscach, rosnące w rzędzie drzewa, posiadają rozwinięte gałęzie tylko po jednej stronie pnia – od strony łąki. Takie drzewa stojące na krawędzi lasu chroniły go od wtargnięcia do środka silnych podmuchów wiatru, które mogły by powodować wiatrołomy.


6. DAWNI MIESZKAŃCY

Trudnili się przede wszystkim wycinką lasu. Kobiety w tym czasie opiekowały się gospodarstwem domowym i zajmowały się tkactwem. Nieodłącznym elementem życia były również zwierzęta hodowlane – przede wszystkim krowy. Produkty mleczne były podstawą wyżywienia ludzi gór w odległych wiekach. Posilano się serwatką, mlekiem, serami i chlebem z masłem. Niektóre domy posiadały specjalne piece do wypiekania chleba, co najmniej jeden z takich pieców zachował się tu do dzisiaj. Oczywiście z pewnością funkcjonowały bardziej złożone potrawy, za pewne z owoców leśnych, grzybów, mięsa czy lokalnych ziół, ale nie mam na ten temat żadnej wiedzy źródłowej – sam sobie dopowiadam.

Droga, którą można dojechać do koloni powstała zaledwie 3 dekady temu! Wcześniej jedyną opcją dostanie się do niej był napęd własny. Od Spalonego Młyna to obecnie około pół godziny drogi, no chyba, że ktoś mieszkał na samej górze to już godzina. Zimą czas ten mógł ulec podwojeniu, ale często trzeba było obierać inną drogę – najpierw doliną Upy a potem przez Tonovy domky. Droga była mniej stroma i prowadziła tu lasem, więc mogło być na niej mniej śniegu. Była (i jest, bo wciąż istnieje) wykonana na stromym zboczu, wyrównana kamieniami (łupkami, które zaścielają tu prawie każdy metr kwadratowy gruntu). Tak  się prezentuje dzisiaj. W międzyczasie porosły ją mchy i murawy …


7. WSPÓŁCZEŚNI MIESZKAŃCY

Zameldowany na stałe jest tu obecnie jeden mieszkaniec. Większość z chałup jest zamieszkiwana tylko okresowo. Albo odpoczywają tu właściciele, albo ich rodziny lub przyjaciele. Obiekty są również odpłatnie wynajmowane.

Żaden z moich kontaktów z tą osadą nie skutkował napotkaniem choćby jednej żywej duszy, co skłania mnie ku twierdzeniu, że na co dzień nikt w niej nie mieszka. Jeszcze dekadę temu można było wyczytać w artykułach, że ten jeden mieszkaniec (Miloslav Hanuš) również spędza tu zimy, że aby mieć co jeść podczas tej srogiej pory roku musi wcześniej dowieźć sobie całe zaopatrzenie na kilka miesięcy. Potem już się nie da i trzeba wszystko wnosić na plecach lub w rękach. Pewnego razu, gdy spadło mnóstwo śniegu, od Spalonego Młyna do swojego domu szedł 6,5 godziny (przez Tonovy domky, na trasie długości 3,5km).

Droga asfaltowa , która prowadzi do osady wymaga zezwolenia od władz parku narodowego na korzystanie.


Zimą wygląda następująco:


Na zdjęciu poniżej widać drogę asfaltową prowadzącą w Lwią Dolinę. Z perspektywy tej drogi można odbić wąskimi, nie rzucającymi się w oczy ścieżynami w kierunku dolnych partii osady.


Mieszkańcy, chociaż przebywają tu tylko część roku, cieszą się ciszą i spokojem. Opowiadają, że aby tutaj mieszkać trzeba sobie wzajemnie pomagać – inaczej nie można.

Co zadziwiające, jak na obiekty tak mocno oddalone od cywilizacji, żadne z nich nie są zdewastowane. Na żadnym nie ma choćby jednego wydrapanego hasła, podpisu, żadnych graffiti, żadnych wybitych okien. Nie chcę tu źle się wypowiadać o swoim pięknym kraju, ale … z przykrością stwierdzam, że u nas raczej byłoby to niemożliwe. W Czechach, w górskich chatach wielokrotnie odkrywałem pootwierane wrota na strych z całym wręcz wyposażeniem i chociaż nic cennego tam nie było, to aluminiowe drabiny, czy inne narzędzia prac ogrodowych mogły by się komuś przydać. Widocznie tam nic nie ginie, nikt nikomu nie kradnie. To jest godne odnotowania.

Kilkanaście lat temu w gazecie o zasięgu wojewódzkim (porównując do polskich jednostek administracyjnych) ukazał się artykuł o ostatnich mieszkańcach koloni. Zatytułowany był ” Extremalnie, ale wyjechać ciężko„.

Mam nadzieję, że opisywane miejsce jest na tyle oddalone od świata, że mimo tego materiału nie zwiększy się tam ruch turystyczny. Mieszkańcy również by sobie tego nie życzyli, choć są świadomi, że poprowadzenie drogą asfaltową, nad wsią szlaku rowerowego, w sezonie turystycznym sprawia, że jednak pojawiają się tam coraz więcej ludzi. Jakby nie było są to jednak śladowe ilości w porównaniu z np. okolicami Śnieżki czy Peca pod Śnieżką lub Szpindlerowego Młyna.

8. 9 ŻYWYCH DOMÓW I 3 MARTWE …

Z 12 domów jakie tworzyły osadę jeszcze przed stu laty, przetrwało 9 z nich. Pozostałe trzy zostały rozebrane (tak mówią) po 1945 roku i wymianie ludności. Znajdowały się najniżej, najbliżej potoku i głównej drogi. W tej części postaram się omówić, wszystkie domy należące do osady jak również przedstawić to co zostało z trzech nieszczęśników …


Na wyżej zamieszczonej grafice ponumerowałem domy, by było łatwiej je sobie wyobrazić i umieścić w przestrzeni. Zacznę od domów znajdujących się najniżej, a skończę na domach już nieistniejących.


Dom nr. 1
postawiony najniżej spośród wszystkich, które doczekały XXI wieku jest nieco mniej zadbany niż pozostałe obiekty. Otoczony jest drzewami – świerkami i brzozami. Tuż obok przepływa niewielki potok. Kamienny taras/fundament, na którym go zbudowano w znacznym stopniu już zarósł murawami i mchami. Zdaje się również, że to co obecnie stoi to nie jest całość chałupy jaka tu stała w przeszłości. Być może właśnie z tych przyczyn jest jedynym domem w kolonii, który nie został wpisany w ochronę drewnianej architektury ludowej. Pozostałe 8 obiektów już na tej liście się znalazły.


Dom nr. 2 jest chyba najładniejszym i najbardziej zadbanym spośród domów w koloni. W ostatnich latach musiał przejść remont dachu i został odmalowany. Dodatkowo posiada, jako jeden z kilku budynków na całym świecie, zaokrągloną lukarnę przez którą wrzucano na strych siano. Wszystkie pozostałe w tej kolonii mają już kwadratowe lukarny. Ten typ lukarny Czesi określają mianem „Maloúpský vikýř„.


Posiada kilka zdobień między innymi w narożnikach oraz w portalu wejściowym.


Maloúpský vikýř prezentuje się następująco!


Dom nr. 3 złapałem na jednym zdjęciu ze Śnieżką …


Podobnie to innych chat posiada siodłowy dach (dwuspadowy) co jest raczej regułą w budownictwie wiejskim i górskim w rejonie Karkonoszy i sąsiadujących z nimi pasm górskich. Lukarna (mansarda) na tyłach budynku jest już kwadratowa.


A tak prezentuje się w warunkach zimowych.


Dom nr. 4 jest obecnie w remoncie.


Zdaje się, że dorobił się nowoczesnego szamba i ujęcia wodnego.


Dom nr. 5, podobnie jak chaty znajdujące się bezpośrednio nad nim, posiada usytuowaną po prawej stronie od wejścia głównego drwalnię (drewutnię).




Nie posiada wokół zbyt wielu nasadzeń, więc dobrze można się dopatrzeć łupkowego fundamentu/tarasu na którym stanęła drewniana konstrukcja.


A tak prezentuje się zimą.


Dom nr. 6
przeszedł w ostatnich czasach renowację i obecnie prezentuje się nadzwyczajnie. Otoczony jest zielonym żywopłotem co dodaje mu jeszcze uroku.


Posiada kilka zdobień m. in. narożniki budynku czy portal wejściowy.


Szczególnie efektownie prezentuje się na zdjęciach zbliżeniowych z kilku kilometrów …


Dom nr 7
jest nieco inny niż wszystkie. Przede wszystkim posiada charakterystyczny zaostrzony ryzalit na półpiętrze. Reprezentuje najmłodszy typ zabudowy w obszarach górskich Karkonoszy w rejonie Małej Upy. Posiada mieszkalne półpiętro nad drewnianym parterem.


Zdaje się, że to największy z obiektów w kolonii.


Tu również znajdziemy kilka detali zdobniczych m.in. pilastry (chociaż tak się tego chyba w drewnianej architekturze nie nazywa) przy wejściu do środka  oraz na ścianie bocznej.


Rozpościera się stąd piękna panorama na pozostałą część osady.


A tak prezentuje się zimą:


Dom nr 8.
wpadł mi w oko najbardziej. Wokół niego rośnie mnóstwo borówek, które jesienią malują jego sąsiedztwo na purpurę.


Wkoło rośnie kilka drzew liściastych, co dodaje mu uroku.


Zauważyłem na nim takie zdobienie.


Dom nr 9
, stojący najwyżej, to dawna „gajówka” czyli odpowiednik naszej leśniczówki. Posiada czołowy ryzalit i pokój dla gości na poddaszu.


Jego stan jest nieco gorszy niż innych chałup, ale nie jest jeszcze tragiczny.


Trochę zarósł i widoku z „tarasu” przed domem już nie ma.


Dom nr 10 to pierwszy z trzech martwych domów, ale jego śladów nie odnalazłem. Za każdym razem podchodziłem do osady z innej strony i akurat nigdy tędy. Może raz, zimą, ale wtedy było pod śniegiem. W jego okolicy znajdowały się kamiennej schodki wychodzące z lasu, a wcześniej kładka na niewielkim potoku.

Dom nr 11 to dziś „góra gruzu”. Z części drewnianej nie pozostało oczywiście nic. Widać na jak wysokim murze oporowym/fundamencie był wybudowany. Znalazłem przy nim dziwne artefakty …


Dom nr 12 znajdował się najniżej. Dziś również niewiele po nim zostało, ale w porównaniu do pozostałych dwóch jednak sporo. Przede wszystkim resztki budynku, jego murowanego fundamentu znajdują się całkowicie w lesie. Od razu przychodzi mi do głowy refleksja „Był las, nie było nas. Nie będzie nas, będzie las”. Popatrzcie na te zdjęcia i sami poreflektujcie.


Zdaje się, że był bardziej kamienny niż pozostałe domy. Jeśli zabudowa kolonii następowała od dołu, to możliwe, że to fundamentu domu samego Simy, od którego wzięła się nazwa całej kolonii. Ale szanse nie są wielkie, i nie sposób tego już zweryfikować. Okienka w łupkowym murze przypominają te z chat położonych dużo wyżej w tylnych częściach domostw.

9. PANI BRAUN

Na początku XXI w „Ślimovk’ach” zamieszkała starsza kobieta. Jak się później okazało, posługująca się łamanym czeskim kobieta urodziła się w tej osadzie i spędziła w niej pierwsze lata swojego życia – nazywała się Braun. Jeden ze współczesnych właścicieli chałupy w osadzie znalazł podczas remontu skrzynię na strychu a w niej stare zeszyty szkolne . Potwierdzały one zamieszkiwanie domu przez tą rodzinę. Zresztą nazwisko Braun było kiedyś w okolicy bardziej znane, jeszcze nie tak dawno temu istniała bowiem, po przeciwnej stronie Lwiej Doliny, buda nazywana Braunovą Boudą.

10. GALERIA

Nie wszystkie zdjęcia udało mi się przypisać do poszczególnych rozdziałów. Resztę wrzucam w tym miejscu.

About Author

Świat naokoło jest niewyobrażalnie ciekawy, a ciekawość nie ma końca! Dlatego wychodzę z domu codziennie, bo każdy jeden dzień można zamienić na wiele odkryć. Kolekcjonuję doznania, kolory, smaki, przygody i emocje. Od 2016 roku dzielę się tymi kolekcjami będąc przewodnikiem terenowym po Sudetach ...

Leave A Reply

WYSZEDŁ Z DOMU - WSZYSTKIE PRAWA ZASTRZEŻONE ®